Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

piątek, 30 września 2016

Joyland - Stephen King - recenzja

"Joyland" to moje kolejne spotkanie z twórczością Stephena Kinga. Muszę przyznać, że nieco sceptycznie podchodzę do książek tego autora. Jest to czwarta pozycja, którą przeczytałam. Jeżeli chodzi o poprzednie trzy, najbardziej podobała mi się "Carrie". Teraz przyszedł czas na "Joyland", który od dawna stoi na mojej półce.

Devin Jones to dwudziestojednoletni chłopak, który właśnie przeżywa miłosny zawód. W czasie wakacji zatrudnia się w lunaparku "Joyland". Z czasem zaczyna interesować się tajemniczym morderstwem sprzed lat, do którego doszło w tym miejscu, a które nie do końca zostało wyjaśnione. Zagadka nie daje mu spokoju. Tym bardziej, że krąży legenda o duchu zabitej dziewczyny, który pojawia się w Strasznym Dworze...

Kiedy zaczynałam przygodę z "Joylandem" czułam się tą lekturą bardzo przygnębiona. Było mi żal głównego bohatera. Świadomość tracenia miłości, złamane serce, tęsknota za drugą osobą, są przykrymi doświadczeniami, których nikt nie chciałby przeżywać. Naprawdę czułam się zdołowana i po około stu stronach musiałam zrobić sobie przerwę. Na szczęście powróciłam do czytania i bardzo się wciągnęłam w fabułę. Najbardziej podobał mi się ten dreszczyk emocji i napięcie, które zaczęło mi towarzyszyć od tej pory. Przez cały czas dało się wyczuć nutę mrocznej tajemnicy, która wciąż wisiała w powietrzu. Myślę, że właśnie to najbardziej przekonało mnie do tej powieści.

"Joyland" to nie tylko thriller. To także historia o dojrzewaniu, o życiowych problemach, o przemijaniu. Zawiedziona miłość to jedno z najsmutniejszych uczuć, jakie może spotkać młodego człowieka na jego drodze. Zresztą, nie tylko młodego. Jednak jest to czas, w którym zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, analizuje pewne sytuacje, wydarzenia i z pewnością wpływa to na jego decyzje w przyszłości, na dojrzewanie. Często też choroba, która spada na bliskich jak grom z jasnego nieba powoduje, że inaczej zaczynamy patrzeć na świat. To samo dotyczy osoby dotkniętej tym nieszczęściem bezpośrednio. Ona również spogląda na wiele spraw pod innym kątem. Mając świadomość przemijania, czasami nawet w bardzo młodym wieku, chcemy wziąć z życia jak najwięcej. Cieszyć się nim każdego dnia, bo nigdy nie wiadomo, czy ten dzień nie jest naszym ostatnim...

Co do samej książki chyba jednak wolę horrory w stylu "Carrie". Chociaż "Joyland" spodobał mi się, znowu czuję, że czegoś mi tutaj zabrakło i nie umiem dokładnie określić, czego. Być może spodziewałam się, mimo wszystko, bardziej przerażającej lektury i stąd to uczucie. Owszem, daje o sobie znać ta nuta grozy, ale to nie do końca to. Niemniej jednak to książka warta uwagi.

"Joyland" Stephena Kinga jest zatem nie tylko dobrym thrillerem, w którym daje się wyczuć mroczny i tajemniczy klimat, chociaż rzecz dzieje się w wesołym miasteczku. To, jak już wspomniałam, historia niosąca ze sobą wiele ważnych życiowych elementów, nad którymi warto zastanowić się przez chwilę. Polecam ją, oczywiście, fanom twórczości autora, jak również innym, którzy poszukują ciekawej lektury z lekkim dreszczem emocji, ale niekoniecznie czystego horroru.

Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka


czwartek, 29 września 2016

Królowie Dary - Ken Liu - recenzja

Długi czas zajęło mi czytanie "Królów Dary". Całe szczęście nie było to winą książki, a jedynie innymi obowiązkami. Od samego początku byłam bardzo zainteresowana jej fabułą. Jest to jedna z tych książek, od których nie można się oderwać.

Dwóch głównych bohaterów. Wspólny cel. Każdy z nich pragnie wolności dla swojego kraju. Absolutna i okrutna władza cesarza jest udręką dla wszystkich mieszkańców. Strach paraliżuje każdego. Kuni Garu oraz Mata Zyndu chcą odmienić ich i swoje losy. Czy uda im się to osiągnąć?

"Królowie Dary"
to wielowątkowa i bardzo rozbudowana powieść, która wciąga bez reszty. Napisana jest w taki sposób, że koniecznie chce się poznać dalsze losy bohaterów (swoją drogą są oni świetnie wykreowani - zwłaszcza Mata Zyndu i Kuni Garu). Nie jeden raz zaskakuje zwrotem akcji. Jestem zachwycona fabułą i niesamowitym światem przedstawionym. Wszystko jest dopracowane w największym stopniu. Czytając tę książkę nie sposób nie wyobrażać sobie stworzonej przez autora rzeczywistości. Uwielbiam tego typu powieści. Lubię, gdy książka od samego początku nie daje mi o sobie zapomnieć. Od tej nie sposób się oderwać. Daję jej za to dużego plusa.

Muszę przyznać, że moją uwagę najbardziej przykuła żądza władzy. Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, jak może ona zmienić człowieka. Niestety, mało jest ludzi, którzy nie zatracili siebie mając możliwość panowania. Bardzo dobrym przykładem jest zachowanie jednego z bohaterów - Huno Krimy. Często nawet ci najbardziej praworządni dają się kusić perspektywami władzy. To temat, który jest zawsze na czasie. Dlatego uważam, że warto sięgnąć po "Królów Dary".

Duch walki o wolność w klimacie fantastycznego Orientu, to dla mnie nowość i właśnie ta nowość okazała się strzałem w dziesiątkę. Z pewnością sięgnę po kolejną część cyklu "Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu". Póki co serdecznie zachęcam do zabrania się za "Królów Dary". Ta powieść z pewnością spodoba się fanom gatunku, a także wszystkim, którzy lubią rozbudowaną fabułę w niecodziennym klimacie. Polecam.


Merry


Książka wydana przez


środa, 28 września 2016

Naśladowca - Erica Spindler - recenzja

Erica Spindler to amerykańska pisarka thrillerów romantycznych. Właśnie w Wydawnictwie HarperCollins ukazała się jej najnowsza książka "Naśladowca".

Trzy małe dziewczynki zostają zamordowane we własnych łóżkach, a sprawca nie zostaje złapany, co staje się osobistą porażką detektyw Kitt Lundgren. Po pięciu latach "Morderca Śpiących Aniołków" wraca nagle i znów zaczynają ginąć dzieci. Sprawą zajmuje się ambitna detektyw Roggio, która z wielkim oporem przystaje na współpracę z Kitt. Z biegiem czasu okazuje się ona zaskakująca dla obu stron...

Książkę czyta się łatwo przez lekki styl autorki. Akcja wciąga i chcemy jak najszybciej poznać sprawcę. Ciekawy jest tez wątek dwóch policjantek. Jedna po przejściach, straciła właściwie wszystko, co w życiu ważne: rodzinę, dom, zaufanie w pracy. Jednak się nie poddaję i próbuje stanąć na nogi. Druga młoda i ambitna, bardzo czuła na swoim punkcie. Ma już dość, cotygodniowych obiadów rodzinnych z mamą i braćmi. Na szczęście na horyzoncie pojawia się ciekawy mężczyzna.

Lekturę tej powieści mogę polecić jak najbardziej osobom lubiącym thrillery, na coraz dłuższe jesienne wieczory.



KB, lat 17



Książka wydana przez Wydawnictwo


wtorek, 27 września 2016

Ring - Koji Suzuki - recenzja

Sięgnęłam po tę książkę zaintrygowana recenzją Olgi z Wielkiego Buka. Wcześniej nawet nie słyszałam, że słynny film "The Ring" powstał na podstawie powieści. Ekranizację widziałam kilka lat temu i owszem, była dość przerażająca, ale nie stała się moim ulubionym horrorem, dlatego tym chętniej sięgnęłam po książkę.

Krótko o treści. W dziwnych okolicznościach ginie czwórka nastolatków. Każde z nich zmarło tego samego dnia i o tej samej godzinie. Sprawą zaczyna interesować się Asakawa, wujek jednej z ofiar. Odkrywa, że młodzież tydzień przed śmiercią przebywała w pewnym ośrodku wypoczynkowym. Postanawia pojechać do tego miejsca i szukać poszlak. Trafia na tajemniczą kasetę, na której nagrana jest straszna klątwa. Po jej obejrzeniu rozpoczyna się jego walka o życie. Na wygraną ma tylko siedem dni...

Naprawdę trudno mi pisać o moich wrażeniach po przeczytaniu tej książki. Wywołała we mnie tyle emocji, że nie wiem, od czego zacząć. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to przerażenie. Wielkie brawa dla autora za stworzenie powieści tak strasznej, a która nie ma w sobie krwawych scen. Chyba żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie działała na moją wyobraźnię tak, jak właśnie "Ring". Wraz z głównym bohaterem przeżywałam presję czasu tym bardziej, kiedy gra zaczynała toczyć się nie tylko o jego życie. Ponadto wizja zbliżającej się nieuchronnie śmierci mroziła krew w żyłach. Otóż sprawczynią tajemniczej klątwy była Sadako. Mogę zdradzić, że dziewczyna posiadała nadprzyrodzone zdolności, ale jakie, o tym już nie napiszę. Przyznam, że gdy czytałam fragmenty poświęcone tej postaci, przechodziły mnie dreszcze. Perspektywa, że za czyjąś śmierć odpowiada ktoś, kto ma tak przerażające możliwości paranormalne, sama w sobie napełniała strachem. Co tu dużo pisać. Przez całą lekturę daje się wyczuć grozę i niebezpieczeństwo. W końcu walka o życie z czymś, czego nie sposób przechytrzyć, nie jest niczym przyjemnym.

Na pewno na wielki plus zasługuje to, że akcja jest niebywale wciągająca. Czy ktoś byłby w stanie oderwać się od kart powieści, gdy życie głównego bohatera może skończyć się już za moment w tajemniczych okolicznościach? Oprócz tego rozwiązywanie mrocznej zagadki przez Asakawę i jego przyjaciela jest jak układanie puzzli, a patrząc na to, do czego dochodzili, trzeba by to porównać z naprawdę skomplikowanymi puzzlami. Jedna wskazówka do drugiej i było się coraz bliżej odczynienia klątwy. To również sprawiło, że książkę czytało się bardzo szybko i nie sposób było się od niej oderwać.

Wiecie, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie? Zakończenie. Końcówka, która dopiero powaliła na łopatki. Przynajmniej mnie. Wydawałoby się, że po wielkim wysiłku wreszcie wszystko będzie dobrze. Ale nie... Nie napiszę, o co dokładnie chodzi. W każdym razie dla mnie był to szok, kiedy okazało się, że nie do końca zagadka została rozwiązana na czas. Ostatnie zdania powieści pozostawiają czytelnika ze znakiem zapytania w głowie. Uda się, czy się nie uda?

"Ring" to horror, który z pewnością należy do tych najbardziej przerażających i szokujących. To książka, której nie polecam osobom o słabych nerwach. Czytanie jej przed snem może powodować bezsenność. Z kolei fanów gatunku zachęcam do lektury. Uważam, że spodoba się wszystkim czytelnikom, którzy lubią straszne, wywołujące gęsią skórkę historie.


Merry

Książka wydana przez Wydawnictwo Znak

niedziela, 25 września 2016

Błahostka i kamyk - Ewa Nowak - recenzja

Kiedy w bibliotece szkolnej zauważyłam nową książkę pani Ewy Nowak, nie zastanawiałam się ani chwili, od razu ją wypożyczyłam. Nawet nie wiedziałam o czym jest, po prostu „brałam w ciemno”.

Ewa Nowak książki dla młodzieży pisze od kilkunastu lat. Jest autorką serii „Miętowej” i powieści takich jak „Bransoletka”, „Nie do pary”.

„Błahostka i kamyk” to jej najnowsza powieść. Głowna bohaterka – Marlena straciła rodziców. W ciągu roku szkolnego mieszka z dziadkiem, wakacje spędza u wujka i jego żony w Kanadzie. Dziewczyna cały czas obwinia się o śmierć rodziców, a demony przeszłości nie dają jej spokoju. W wakacje, przed rozpoczęciem nowej szkoły, w Kanadzie poznaje przystojnego Thomasa, który jednak nie okazuje się być „tym jedynym”. Po powrocie do Polski, jedzie na obóz, gdzie poznaje Tomka. Chłopak jednak w momencie kiedy dziewczyna najbardziej go potrzebuje, pokazuje swoje prawdziwe oblicze i odwraca się od niej. Jest też Olaf, na którego dziewczyna w ogóle nie zwraca uwagi, lecz gdy Marlena poznaje jego mamę, od razu zmienia podejście do niego. Nastolatka ewidentnie pogubiła się w życiu. A na dodatek jej ciotka, a za razem najlepsza przyjaciółka, odchodzi od jej wuja i układa sobie życie na nowo. Dziadek, kocha ją całym sercem, jednak nie za bardzo potrafi zrozumieć dojrzewającą nastolatkę. Jedyna osoba której Marlena tak naprawdę może się zwierzyć to Waleria. Ona jedyna ją rozumie, bo też straciła najważniejszą osobę w swoim życiu…

Czy Marlena w końcu odnajdzie się w swojej sytuacji? Jaką rolę w tym wszystkim odegra mama Olafa? Co w tej całej historii robi Kinga – pielęgniarka z osiedlowej przychodni - i skąd zna sekret dziewczyny? Tego dowiecie się czytając książkę pani Ewy Nowak.

Epilog... hmm... trochę mnie zadziwił. Ale jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego, musicie poznać główną bohaterkę. Okazuje się, że człowiek w ciągu trzech lat może zmienić się diametralnie, zauważyć wszystkie swoje błędy i zamienić je w coś dobrego.

Powieść ta podejmuje bardzo ważne tematy. Znajdziecie w niej wiele psychologicznych wskazówek, będziecie mieli okazję wczuć się w rolę Marleny i zastanowić się co tak naprawdę jest w życiu ważne. Zobaczycie, że problem który wydaje Wam się „największy na świecie” z perspektywy czasu okazuje się błahostką. Przekonacie się, że nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać.

Książka adresowana jest do starszych nastolatków, młodsi nie zrozumieją buntowniczej postawy Marleny.

Po lekturze tej książki, znów utwierdziłam się w przekonaniu, że książki pani Nowak, są idealne dla młodzieży, która dopiero wyrabia sobie swój własny system wartości. Polecam, na długi jesienny wieczór. Na pewno nie będziecie żałować!


Weronika, 17 lat


Książka wydana przez Wydawnictwo


czwartek, 22 września 2016

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia - Katy Colins - recenzja

Wakacje już się skończyły, ale nie przeszkadza to w sięgnięciu po książkę, dzięki której przez chwilę można poczuć letni klimat. Któż by nie chciał przenieść się czasami w egzotyczne miejsce, żeby odpocząć od otaczającej nas rzeczywistości? Ale co zrobić, jeśli wyjazd na drugi koniec świata wcale nie okazuje się odskocznią od problemów?

Georgia nagle traci grunt pod nogami. Zamiast zostać panną młodą, dowiaduje się, że narzeczony zdradza ją, a w dodatku jego kochanka spodziewa się dziecka. Niestety, to nie koniec kłopotów. Kobieta traci pracę. Za namową przyjaciółki postanawia wyjechać do Tajlandii i oderwać się od wszystkiego. Wydawałoby się, że to świetny pomysł, ale czy aby na pewno?

Główna bohaterka jest chyba najbardziej pechową postacią, jaką poznałam. Siła złego na jednego. Kiedy przyglądałam się, jakie figle los jej płata, byłam naprawdę załamana. Bo ile można? Wiadomo, życie różnie się plecie. Raz jest dobrze, a raz źle, ale tutaj źle przechodziło na zmianę w bardzo źle. Porażka za porażką. Nie mogłam doczekać się momentu, kiedy wreszcie Georgia odnajdzie utracone szczęście. Szczerze jej tego życzyłam po tych wszystkich niefortunnych przygodach. Jednak mimo tego, że bohaterce wiatr wiał w oczy, nie poddała się. Doceniam ją za ten upór i wytrzymałość w dążeniu do celu i pokazywaniu, że pomimo wszystko da radę. Takie postępowanie zdecydowanie należy pochwalać.

Ta historia pokazała mi, że w życiu nie należy się poddawać. Napotykamy różne trudności, z którymi przychodzi nam się zmierzyć. Poznajemy ludzi, którzy na nas oddziałują. Jedni są postaciami negatywnymi, drudzy pozytywnymi, ale każdy z nich ma wpływ na nasze dalsze decyzje i postrzeganie świata. Wszystko, co przeżywamy odbija się na naszej przyszłości. Często można zauważyć, że niektóre wydarzenia mają miejsce, abyśmy uczyli się na błędach i potrafili poradzić sobie z podobnymi sytuacjami w przyszłości. Przykładem osoby, która się o tym przekonała, jest właśnie Georgia. Jej przemiana, jaka dokonała się za sprawą odważnej wycieczki, zaowocowała innym zachowaniem w pewnych momentach, co, oczywiście, jest zmianą na lepsze. Zdobyła pewność siebie, której jej brakowało i mogła stawić czoła kolejnym przeciwnościom losu.

O samym czytaniu "Biura Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" mogę napisać, że jest to bardzo przyjemna lektura, którą pochłania się w bardzo szybkim tempie. Miałam tutaj do czynienia z czymś, co bardzo w książkach lubię, czyli krótkie rozdziały, które w dodatku noszą ciekawe tytuły. Poza tym sama akcja jest wciągająca, co również wpływa na przyjemność z czytania. Przecież każdy chciałby dowiedzieć się, czy Georgii uda się wreszcie odpędzić zły los i stanąć na nogi.

Katy Colins stworzyła bardzo ciekawą historię, której czytanie nie tylko sprawia radość, ale również niesie ze sobą przesłanie o tym, aby się nie poddawać. To książka, w której pomimo wielu przykrości, jakie dotknęły główną bohaterkę, jest sporo humoru. Nie bez powodu na okładce znajdziecie porównanie do słynnej Bridget Jones. "Biuro Podróżny Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" polecam wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na coś lekkiego w wakacyjnym klimacie, a także tym, którzy ostatnio utracili wiarę w siebie. Ta książka z pewnością da Wam nadzieję na lepsze jutro.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo




środa, 21 września 2016

Żyj szybko, kochaj głęboko - Samantha Yong - recenzja

Autorką książki pod tytułem "Żyj szybko, kochaj głęboko" jest Samantha Yong. Wiele swoich bestsellerowych powieści napisała o tematyce miłosnej.

Książka utrzymana jest w bardzo tajemniczym nastroju. Z początku wydaje się, że będzie opisywać imprezowe życie dwóch studentek, ale niedługo wychodzi na jaw, co będzie się działo. W tej niesamowitej powieści nie dominuje jedna miłość, ale kilka. Chociaż autorka skupia się na jednym bardzo burzliwym uczuciu, nie jest to zwykła romantyczna książka. Pełna zwrotów akcji i niespodzianek. 

Na początku pogubiłam się troszeczkę, ponieważ Samantha wprowadza wydarzenia z przeszłości, ale szybko się do tego przyzwyczaiłam. Nie mogłam oderwać się od książki. Dręczyło mnie, co takiego zrobił Jake, że tak bardzo zranił Charely? 


Lektura "Żyj szybko, kochaj głęboko" bardzo mi się spodobała, mogę nawet przyznać, że dołączy do listy moich ulubionych. Szybko utożsamiłam się z główną bohaterką, i nie spodziewałam się takiego zakończenia. Moim zdaniem książka przypadnie do gustu każdemu, a na pewno płci pięknej.


Paula, lat 17


Książka wydana przez Wydawnictwo




wtorek, 20 września 2016

Stephanie Plum. Obłędna szesnastka - Janet Evanovich - recenzja

Janet Evanovich jest autorką powieści kryminalno-sensacyjnych. Książka pt. "Obłędna szesnastka" jest 16 częścią serii o perypetiach Stephanie Plum.

Samej głównej bohaterki nie trzeba chyba przedstawiać. Stephanie wcale się nie zmieniła, nadal jest równie zaaferowana wyzwaniami (w tej części są one trudne i niebezpieczne), co rozdarta między dwoma przystojnymi mężczyznami (przystojny i ciepły Morelli, a tajemniczy i pociągający Komandos) Czy Stephanie w końcu się zdecyduje?

Kobieta musi podjąć wiele ważnych decyzji, które wielokrotnie zagrażają jej życiu. Przyjdzie jej walczyć z krokodylem, podkładać "śmierdziela" i zaprzyjaźnić się z Hobbitami. Ale głównym jej celem jest uratować Vinniego przed groźnym Słonecznikiem.

Akcja książki toczy się wartko. Czytelnik może mieć wrażenie, że nie czyta, a ogląda serial, który wciąga i nie pozwala odejść przed ostatecznym rozwiązaniem akcji.

Jedynym moim zastrzeżeniem jest to, że poziom humorystyczny jest trzymany głównie przez babcię Mazurową i jej zamiłowanie do nieboszczyków.

Podsumowując. Myślę, że zarówno 16 tom jak i cała serię poleciłabym kobietom potrzebującym oderwania się od szarej i nudnej rzeczywistości, gdyż świat pełen przestępców, pączków i przystojnych mężczyzn zdecydowanie nie pozwala się nudzić.



OB


Książka wydana przez


piątek, 16 września 2016

Prędkość ucieczki. Parabellum. Tom 1 - Remigiusz Mróz - recenzja

Wreszcie znalazłam trochę czasu, żeby sięgnąć po Parabellum. Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami wprost nie mogłam się oprzeć. Poza tym od jakiegoś czasu szczególnie interesuję się książkami o tematyce II wojny światowej, dlatego tym bardziej nie mogłam odmówić sobie tej lektury.

"Prędkość ucieczki" to pierwszy tom cyklu Parabellum. To tutaj poznajemy braci Zaniewskich. Bronek jest sierżantem służącym w jednostce stacjonującej przy granicy z Rumunią. Stanisław dopiero co ukończył studia medyczne, a jego głowę zaprzątają myśli dotyczące zaręczyn z piękną Marią. Ich życie diametralnie się zmieni, gdy we wrześniu 1939 roku do Polski wkroczą Niemcy...

O tym, że przeczytam absolutnie wszystko, co napisze Remigiusz Mróz, wiedziałam już po przeczytaniu "Chóru zapomnianych głosów", którym byłam i nadal jestem zachwycona. Cykl Parabellum to jednak coś zupełnie innego, a mimo to przepadłam, bo to naprawdę genialne powieści, które będę polecać każdemu.

Skupię się na razie na pierwszej części. "Prędkość ucieczki" ukazuje pierwsze dni II wojny światowej z trzech perspektyw. Z jednej strony polscy żołnierze, w tym Bronek Zaniewski. Z drugiej Maria i Staszek, którzy próbują uciec z Warszawy. Z trzeciej Christian Leitner, czyli niemiecki dowódca niebywale wierny i oddany III Rzeszy. Każda z tych osób inaczej postrzega otaczającą ją rzeczywistość i obraz wojny. Każda z nich napotyka na swojej drodze ludzi, którzy pokierują ich dalszym losem. Właśnie to jest dla mnie jednym z plusów tej powieści. Obserwacja z kilku perspektyw, a także świadomość tego, jak wielki wpływ na dalsze życie bohaterów mają z pozoru przypadkowe spotkania i sytuacje, w jakich się znajdują.

Kolejną zaletą tej powieści są sami bohaterowie. To postacie bardzo zróżnicowane i jedyne w swoim rodzaju. Mamy Marię i Staszka, z których często to właśnie Maria wydawała się być osobą dominującą, bardziej pewną i zdecydowaną. Staszek z kolei sprawiał wrażenie człowieka raczej mniej odważnego, chociaż podjął się opuszczenia kraju się wraz z ukochaną, a wówczas było to ogromnie niebezpieczne. Bronek natomiast, to przeciwieństwo młodszego brata. Człowiek podejmujący ryzyko. Żołnierz gotowy do walki w obronie ojczyzny. Jest jednak jeden bohater tej powieści, który wyjątkowo mnie zainteresował. Osoby, które czytały już Parabellum z pewnością wiedzą już, o kim napiszę. Chodzi, oczywiście, o Christiana Leitnera. To postać tak intrygująca, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Dowódca o żelaznych zasadach. Oddany swojej ojczyźnie. Zachwycony, a wręcz można by powiedzieć, zaślepiony ideologią Hitlera, chociaż nie popiera klasyfikacji ludzkości, a uważa ją jedynie za środek do osiągnięcia celu, którym jest stworzenie idealnej III Rzeszy, będącej najwspanialszym imperium na świecie. Christian zdaje się być człowiekiem nie znającym kompromisów. Bezwzględnym. Konsekwentnym. Wymagającym od innych, ale przede wszystkim od siebie. Do tego pedantycznym w każdym aspekcie. Pomimo tego wszystkiego daje się odczuć, że tkwi w nim nuta dobra. Coś, co często kłóci się z jego charakterem.

Warto również zaznaczyć, że w powieści Remigiusza Mroza nie braknie mrożących krew w żyłach opisów okrucieństwa, jakiego dopuszczano się w trakcie II wojny światowej. W "Prędkości ucieczki" prym w zadawaniu bólu i torturowaniu innych wiedzie Blankenburg. Zdecydowanie ta postać powinna zostać okrzyknięta mianem największego sadysty.

Tamtej nocy ten potwór zdecydował, by szeregowcy starannie przywiązali kapitanowi do krzesła nogi i tułów, natomiast jego dłonie przytrzymywali na stole. Blankenburg zabrał się do bardziej klasycznej metody tortur - wyrywania paznokci.

To jeden z wielu fragmentów realistycznie ukazujących, do czego byli zdolni niektórzy naziści. Coś potwornego i niewyobrażalnego. Do teraz przechodzą mnie ciarki na myśl o tych wstrząsających opisach. Z drugiej strony wyłania się dzięki temu obraz odwagi i determinacji ofiar tego bestialstwa. Największe uznania należą się tutaj kapitanowi Obeltowi. To, co przeszedł i jak dał radę wytrzymać takie traktowanie, jest dla mnie zagadką. Niesamowite męstwo, hart ducha i wola przetrwania.

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do sięgnięcia po tę wspaniałą książkę. "Prędkość ucieczki" to niesamowicie wciągająca książka, od której nie można się tak po prostu oderwać. To historia, którą jak najbardziej warto poznać nie tylko ze względu na aspekt II wojny światowej, ale także dlatego, że to wspaniale napisana powieść. Przemyślana, ze świetnie wykreowanymi bohaterami. Pełna zwrotów akcji. A zakończenie... no cóż... nie pozwala na to, by nie sięgnąć po "Horyzont zdarzeń", czyli drugą część cyklu Parabellum.

Mnie bez dwóch zdań zachwyciła. Mam nadzieję, że zachwyci i Was.

Merry




Książka wydana przez Instytut Wydawniczy Erica

czwartek, 15 września 2016

Bankiet wysuszonych kasztanów - Joanna Stańda - recenzja

Kilka dni temu trafiła w moje ręce książka (w zasadzie jej elektroniczna wersja) Bankiet wysuszonych kasztanów. Zdecydowałam się na nią zainteresowana jej opisem. Poza tym miałam ochotę na lekką i w miarę krótką lekturę, przy której mogłabym się zrelaksować.

Historia dotyczy pięciu kobiet, które trafiają na oddział geriatrii jednego ze szpitali. Pojawiają się kolejno: pani Kuruc, pani Kobel, pani Mirela, pani Anastazja, a na końcu Oliwia. Pacjentki bardzo różnią się od siebie. W czasie pobytu w ośrodku zdrowia wymieniają się swoimi poglądami i spostrzeżeniami dotyczącymi współczesnego świata.

Co najbardziej spodobało mi się w tym krótkim utworze literackim, jakim jest 
Bankiet wysuszonych kasztanów? Przede wszystkim odmienność bohaterek. Pomimo tego, że jest to książka, która liczy zaledwie sto czterdzieści cztery strony, zdążymy poznać różne osobowości. Każda z pacjentek jest inna. Każda ma inne priorytety i inaczej patrzy na otaczającą ją rzeczywistość. Dla jednej ważne jest, aby związać koniec z końcem. Dla drugiej najważniejszy jest wygląd. Jeszcze inna uważa, że brak pieniędzy wśród osób starszych to wynik braku zorganizowania i brak kształtowania się w wielu kierunkach.

Bardzo ciekawe jest również to, że często słuchając innych ludzi, zastanawiając się nad ich poglądami, przemyśleniami i tym podobnymi, sami dochodzimy do pewnych wniosków. Mamy okazję spojrzeć na wiele spraw czy sytuacji z innej perspektywy, a być może dostrzec własne błędy. To także szansa na przyznanie się przed samym sobą, co mogło się zrobić źle i co ewentualnie naprawić. Tak często zdarza się oceniać ludzi bez poznania ich historii, a przecież właśnie przeżycia, doświadczenia nas kształtują. To przez nie uważamy tak, a nie inaczej. Łatwo powiedzieć o kimś, że jest taki i taki. A czy za każdym razem staramy się dowiedzieć, co sprawiło, że ta osoba ma takie przekonania? Dlaczego tak się zachowuje? To już nie takie proste. To jedna z myśli, która przyszła mi do głowy w trakcie poznawania bohaterek tej książki.

Bankiet wysuszonych kasztanów to książka, która bardzo mi się spodobała. Dawno nie miałam do czynienia z tak różnymi postaciami na raz. To intrygująca historia kilku kobiet, które dzielą się swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami. Są oceniane i oceniają innych. Polecam ją wszystkim czytelnikom, którzy lubią ciekawie wykreowanych bohaterów o przeróżnych profilach osobowościowych.

Merry



Książka wydana przez Wydawnictwo Psychoskok

wtorek, 13 września 2016

Barbara i król. Historia ostatniej miłości Zygmunta Augusta - Renata Czarnecka - recenzja

Ta książka już od dawna stała sobie na półce. I pewnie nadal pozostałaby nietknięta, gdybym nie postanowiła wybrać jej sobie w ramach mojego książkowego wyzwania na ten rok. Zmotywowana do działania wreszcie po nią sięgnęłam.

Historia dotyczy ostatniej miłości Zygmunta Augusta. Po śmierci Barbary Radziwiłłówny król jest zrozpaczony. Chociaż minęło wiele lat od jej odejścia, ciągle nie może się z tym pogodzić. Na domiar złego traci nadzieję na lepsze jutro przez nieudane małżeństwo z Katarzyną Habsburżanką. Pewnego dnia poznaje piękną kobietę. Barbara Giżanka jest łudząco podobna do zmarłej miłości Zygmunta Augusta. Dzięki niej król zaczyna odzyskiwać chęć do życia. Niestety, nie każdemu taki obrót sprawy przypada do gustu...

Intryga, intryga i jeszcze raz intryga. Wszędzie spiski i knowania. To moja pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki. Nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ mam za sobą kilka powieści historycznych i za każdym razem spotkałam się z czymś podobnym. To musiało być naprawdę okropne. Życie, które dla wielu osób z niższych sfer było marzeniem, często okazywało się koszmarem. Plotki krążyły wszędzie. Na każdym kroku istniała możliwość natknięcia się na szpiega. Gdy ktoś komuś nie pasował, raz dwa można było znaleźć coś przeciwko niemu. Do teraz jestem pod wrażeniem, ile złego był i jest w stanie zrobić człowiek tylko i wyłącznie dla własnej korzyści.

Współczuję Barbarze Giżance takiego życia. Niby blisko króla, a jednak wytykana przez innych palcami. Mimo wszystko zawsze w cieniu. Jednak najgorszym, co ją spotkało to ogromny zawód miłosny i rozczarowanie osobą, którą naprawdę kochała. Ten fragment powieści wywarł na mnie największe wrażenie. To kolejny dowód na to, że dla niektórych liczy się tylko majątek. Tak samo bardzo zrobiło mi się jej żal, kiedy dopiero co po urodzeniu dziecka, dowiadywała się o królewskich nałożnicach. I to wszystko było jak najbardziej w porządku. Nie potrafię tego zrozumieć. Jak ktoś może kochać drugą osobę, a jednocześnie ją zdradzać, bo ma do tego prawo? Jeszcze bardziej zdenerwował mnie fakt, że w dużej mierze owe królewskie zachowanie było efektem manipulacji dworzan. Do tej pory nie mogę tego znieść.

Sam król nie zyskał mojej sympatii po przeczytaniu tej powieści. To człowiek naiwny, dający sobą sterować jak marionetka. Wierzył w rzeczy wielce nieprawdopodobne. Wystarczyło, żeby ktoś powiedział, że takim a takim sposobem będzie mógł ujrzeć zmarłą Radziwiłłównę, a on już chciał tego spróbować. Innym razem zaufał obserwacjom astrologa chyba nawet nie zastanawiając się, czy "przypadkiem" nie został on przekupiony, aby powiedzieć królowi to, co władca chciał usłyszeć. Ponadto wydaje się, że Zygmunt August patrzył tylko na swoje dobro. Tak, jak on chciał, tak miało być. Rozumiem, że był monarchą i do pewnych rzeczy miał prawo, jednak z perspektywy czasu wiele z jego zachowań wyglądało na bardzo egoistycznych.

Po przeczytaniu tej książki doszłam do wniosku, że od dawien dawna ludzie za wszelką cenę dążyli do władzy i pieniędzy. Jakby było to zapisane w naszych genach. Wielu osobom żądza bycia na piedestale przysłania cały świat. Jest to bardzo prosta droga do zgubienia człowieczeństwa w nas samych. Nie liczy się nikt inny. "Po trupach do celu" to jakby motyw przewodni takiego zachowania. Do tego dochodzi oczywiście zazdrość, która niejako często idzie w parze z chęcią władzy. Jest to naprawdę przerażające i niestety, wciąż aktualne.

"Barbara i król. Historia ostatniej miłości Zygmunta Augusta" to powieść, która spodobała mi się głównie ze względu na temat, jaki porusza. Czasy panowania Jagiellonów uważam za jeden z najciekawszych okresów w dziejach naszego kraju. Dzięki tej książce zdobyłam wiele ciekawych informacji. Polecam ją miłośnikom powieści historycznych. Myślę, że szczególnie spodoba się osobom zainteresowanym historią Polski, a zwłaszcza okresem panowania dynastii Jagiellonów.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Książnica

poniedziałek, 12 września 2016

Berlin, późne lato - Grzegorz Kozera - recenzja

Ostatnio szczególnie zaczęłam interesować się II wojną światową. Stało się tak po wizycie w Państwowym Muzeum Auschwitz- Birkenau w Oświęcimiu. Na dodatek niedługo później obejrzałam "Chłopca w pasiastej piżamie". Film ten zrobił na mnie ogromne wrażenie. Postanowiłam poszukać książek o tej tematyce. Natrafiłam na wiele ciekawych tytułów, w tym na "Berlin, późne lato".

Berlin, sierpień 1943 rok. Samotny pisarz Otto Peters niespodziewanie znajduje kobietę. Jak się okazuje, to Polka poszukiwana przez Gestapo. Mężczyzna ryzykując swoje życie, postanawia jej pomóc. Rodzi się pomiędzy nimi uczucie. Czy w tak trudnym czasie miłość jest w stanie przetrwać?

Ta książka ma wiele zalet. Jedną z nich są bohaterowie. Otto nie ma nikogo bliskiego na świecie. Kiedy pewnego dnia spotyka Halinę, jego życie się odmienia. Właśnie wtedy możemy go bliżej poznać. To człowiek o wielkim sercu. Jest w stanie poświęcić naprawdę wiele. Ryzykuje własne życie dla dobra drugiej osoby. Podczas lektury byłam pod wrażeniem jego determinacji i zaangażowania w pomoc nowo poznanej kobiecie. Myślę, że takie zachowanie zasługuje na ogromny podziw. W końcu w czasach wojny, kiedy nikt nigdzie nie był bezpieczny, nie każdy podjąłby się takiego wyzwania. Halina również zasługuje na uwagę. Chociaż poznajemy ją nieco słabiej niż Otto, dużo można wywnioskować. Na pewno jest to kobieta wielce odważna. Udało jej się uciec z obozu koncentracyjnego, co w zasadzie graniczyło z cudem. Ponadto cały czas musiała się ukrywać. Każdego dnia walczyła o życie. Była niebywale wytrwała. Kiedy opowiada o zbrodniach, jakich dokonują naziści, włos się jeży na głowie. Takie opisy zawsze robią na mnie niemałe wrażenie. Za każdym razem jestem nimi przerażona.

Sam wątek miłosny również jest warty uwagi. W czasie II wojny światowej miłość pomiędzy Niemcem, a Polką (zwłaszcza tą, której poszukuje Gestapo) była nie do pomyślenia. Groziła za to najsurowsza kara. Mimo to, uczucie nie zna granic. Potrafi związać ze sobą dwa przeciwieństwa. Pochodzenie, majątek nie grają dla niego żadnej roli. Jest to siła, z którą nic nie może się mierzyć. I chociaż bohaterów takie potężne uczucie połączyło, nie kończy się ono hasłem: "żyli długo i szczęśliwie". Bardzo nad tym ubolewam, ponieważ uważam, że Otto zasłużył na szczęście i lepszy los.

Mimo tego, że zakończenie nie jest zbyt optymistyczne, co tu dużo pisać, jest po prostu smutne, to uważam je za kolejny plus tej książki. Naprawdę. Dlaczego? Dlatego, że według mnie jest ono o wiele bardziej romantyczne, niż w większości typowych love story. Bardzo przypomina mi to z "Romea i Julii" Williama Szekspira. Kiedy przeczytałam ostatnią stronę, miałam ochotę płakać, a jednocześnie bić brawo autorowi za takie zakończenie historii.

"Berlin, późne lato"
to książka, którą polecać będę każdemu. Przeczytałam ją jednym tchem. Jestem nią zachwycona, oczarowana i mogłabym tak pisać w nieskończoność. To moje tegoroczne odkrycie, ponieważ żadna książka, a przeczytałam ich dość sporo w tym roku, nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia. Szczególnie zachęcam do lektury osoby, które lubią książki z klimatem II wojny światowej, a przede wszystkim tym, którzy uwielbiają smutne, romantyczne historie.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Dobra Literatura

piątek, 9 września 2016

Wypędzeni 1939... Deportacje obywateli polskich z ziem wcielonych do III Rzeszy - recenzja

Książka "Wypędzeni 1939..." przedstawia wysiedlenia mieszkańców ziem polskich wcielonych do III Rzeszy. Jest jedną z niewielu pozycji ukazujących wyrzucanie obywateli naszego kraju z własnych domów. Szacuje się, że takie represje w okresie okupacji niemieckiej dotknęły nawet półtora miliona Polaków i Żydów. Niemcy przejęli polski majątek, głównie w Wielkopolsce, na Pomorzu i w centralnym obszarze kraju. 

Prawdę o tamtych czasach potwierdza ogromna ilość fotografii i kopii dokumentów, na których widać udających się na tułaczkę ludzi nagle pozbawionych domów i pewnych siebie okupantów nadzorujących wysiedlenia. Dzięki temu książka ma ogromną wartość dokumentalną i mocniej przemawia do odbiorcy.


Wydawnictwo pod redakcją Agnieszki Łuczak i Jacka Kubiaka ukazało się po polsku i po niemiecku, co pozwoli dotrzeć także do sąsiadów zza Odry. Jest to ważne zwłaszcza obecnie, gdy coraz bardziej tuszuje się lub wręcz wymazuje wiadomości o niemieckich zbrodniach, a eksponuje się głównie tragiczne losy uciekinierów z ziem zajmowanych przez Rosjan i Polaków pod koniec wojny. A nam dla politycznej poprawności zaleca się milczenie o fakcie podstawowym: to Niemcy rozpoczęli II wojnę, stworzyli obozy śmierci i wyrzucali naszych przodków z ich domów.



ZJ



Książka wydana w ramach projektu

http://www.wypedzeni1939.pl




środa, 7 września 2016

Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej - Janina Lesiak - recenzja

Zawsze bardzo się cieszę, kiedy na moje półki trafiają nowe książki. Kilka dni temu znowu miałam okazję doświadczyć tej radości, bowiem trafiła do mnie jedna z nowości, a mianowicie "Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej". Od razu zabrałam się za lekturę.

Historia dotyczy trzech ostatnich dni życia żony króla Władysława IV - Cecylii Renaty. Mamy okazję poznać ją jako władczynię, matkę, żonę, a także ofiarę dynastii. Nie bez powodu została nazwana smutną królową. Jej życie nie należało bowiem do szczęśliwych...

Mimo swojej niewielkiej objętości (zaledwie 124 strony) książka zawiera mnóstwo cennych informacji dotyczących królowej. Wiemy, że była kochającą matką. Nawet w obliczu śmierci starała się zadbać o dalsze losy swojego syna. Martwiła się o swoje nienarodzone dziecko. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że mogła je stracić, chociaż ogromne bóle i brak ruchów wskazywały, że jest martwe.

Starała się być jak najlepszą żoną dla Władysława, chociaż on nie traktował jej z należytym szacunkiem. Znosiła wszelkie zdrady i obelgi. Jej rola, jako żony, ograniczała się jedynie do wydania na świat potomka. W innych kwestiach mąż niewiele się nią interesował. Bardziej przejmował się sobą. Czytając tę książkę bardzo współczułam Cecylii takiego życia. Musiało być ono naprawdę nieszczęśliwe.

"Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej" jest jedną z najsmutniejszych książek, jakie przeczytałam. Dawno nie spotkałam w literaturze tak samotnej postaci, jak żona Władysława IV. Bardzo przygnębiła mnie jej historia. Do teraz nie mogę się pogodzić z faktem, że los tak okrutnie ją potraktował. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że prawdopodobnie śmierć była dla niej jedynym wybawieniem od wyjątkowo nieszczęśliwego życia.

Książkę polecam fanom literatury historycznej. Z pewnością zaczerpniecie stąd wiele ciekawostek. Ponadto uważam, że warto przeczytać tę powieść, ponieważ taka postać, jak królowa Cecylia, zasługuje na to, aby o niej pamiętać.


Merry

Książka wydana przez Wydawnictwo MG

wtorek, 6 września 2016

Bezpieczna przystań - Nicholas Sparks - recenzja

Nicholas Sparks – amerykański pisarz, którego książki w łącznym nakładzie przekraczają już 85 milionów egzemplarzy. Jego słowa
wzruszają, rozmiękczają i chwytają za serce każdą kobietę.


"Bezpieczną przystań" zaczęłam czytać, ponieważ bardzo spodobał mi się film zrealizowany na jej podstawie. Powiem szczerze, że po przeczytaniu tej historii stwierdziłam, że film nie oddaje tego co książka. Jest to cudowny dramat, świetna historia – warta przeczytania! Autor przedstawia nam młodą kobietę Katie, która ucieka przed mężczyzną, którego kiedyś poślubiła. Kobietę, która po długim czasie powiedziała STOP poniżaniu, przemocy, alkoholowi i każdym innym wybrykom jej męża- policjanta. Jej życie było pełne zawirowań, łez, strachu do czasu aż udało jej się wyrwać ze świata „terroru” do miasta, w którym zatrzymał się czas, gdzie w końcu mogła odsapnąć i cieszyć się wolnością, żyć tak jak już dawno żyć powinna. Zmieniła tożsamość, co pozwoliło jej zacząć wszystko od początku. Z czasem poznajemy drugiego bohatera - Alexa. Mężczyznę, który pracuje i żyje w tym mieście od wielu lat, wdowiec wychowujący dwójkę dzieci, stęskniony za zmarłą miłością swojego życia, próbujący ułożyć je na nowo. Kto by pomyślał, że tę dwójkę coś połączy… A jednak. Tylko połączyć to jedno, ale czy obie strony dadzą radę i staną oko w oko z przeciwnościami losu. Czy Alex jest tak zakochany by narażać siebie i swoje dzieci na niebezpiecznego męża Katie? Czy Katie pokocha dzieci mężczyzny, którego kocha? W tej książce bardzo dużo się dzieje.

Nicholas Sparks
 stworzył totalną mieszankę wybuchową emocji. Łzy, śmiech, złość a nawet nienawiść do niektórych bohaterów. Bardzo ujęło mnie to, że autor pokazał osobę uważającą się za wierzącą, żyjącą zgodnie z tym jak nakazywał Bóg, nie widział jednak nic złego w swoim zachowaniu co do żony. Pokazał jak „dobry” człowiek w społeczeństwie może być okrutny w prywatnym życiu, gdy już nikt nie patrzy. Z drugiej strony w tej książce pięknie są opisane sceny miłości (mam na myśli wyznania miłosne). Pierwszy raz spotkałam się z tym, że to mężczyzna był bardzo otwarty, można by nawet powiedzieć, że otworzył serce i przedstawił kobiecie wszystko co czuje, jego wyznania były przedstawione w taki piękny i niespotykany sposób, że każda kobieta chciała by usłyszeć takie deklaracje od partnera, coś niesamowitego...

W tej książce poruszone są problemy społeczne, psychologiczne, rodzinne myślę, że jest to dobra książka na takie chwile w życiu kiedy myślimy, że lepsze jutro nie nadejdzie. Tę książkę powinna przeczytać każda kobieta, która doświadczyła przemocy domowej i uwierzyć, że można odciąć się od tego i zacząć żyć na nowo! Da się, naprawdę. Życzę każdej takiej „Bezpiecznej przystani” w swoim życiu.

Ducky, lat 17


Książka wydana przez Wydawnictwo Albatros

poniedziałek, 5 września 2016

Marsjanin - Andy Weir - recenzja

Na "Marsjanina" skusiłam się dzięki Anicie z Book Reviews by Anita i absolutnie tego nie żałuję. Powieść Andy'ego Weira jest fenomenalna. Właśnie takiej książki potrzebowałam, żeby wreszcie wskoczyć z powrotem w mój czytelniczy świat.

Mark Watney jest członkiem marsjańskiej ekspedycji. Burza piaskowa zmusza ekipę do opuszczenia Czerwonej Planety. Mark zostaje ciężko ranny. Kiedy odzyskuje przytomność, orientuje się, że został sam. Na domiar złego po przejściu wichury obozowisko jest w fatalnym stanie. Pozostało niewiele żywności. Poziom tlenu też nie jest zadowalający. O kontakcie z Ziemią nie ma nawet co marzyć. Niestety, zarówno koledzy Marka jak i NASA są przekonani, że mężczyzna nie żyje, a zatem są marne szanse na to, aby ktokolwiek zorganizował misję ratunkową. Mark ma dwie opcje. Albo poddać się i umrzeć, albo walczyć o przetrwanie, chociaż graniczy to z cudem...

"Marsjanina"
zaczęłam czytać już jakiś czas temu, jednak obowiązki nie pozwoliły mi go dokończyć. Bardzo byłam z tego powodu niepocieszona, ale co zrobić... Na szczęście teraz przyszło mnóstwo wolnego czasu i tak oto udało mi się dotrzeć do ostatniej strony tej fantastycznej książki. Jestem nią zachwycona. Dawno nie przeczytałam powieści, która zrobiłaby na mnie takie wrażenie jak "Marsjanin". Nigdy nie przepadałam za kosmicznymi podbojami w literaturze. Pierwszy raz przełamałam się przy "Chórze zapomnianych głosów" Remigiusza Mroza i drugi właśnie przy "Marsjaninie". Cóż mogę napisać? Po prostu zakochałam się w tej książce.

Mark Watney stał się moim ulubionym bohaterem. Uwielbiam go za jego odwagę, ducha walki, a przede wszystkim za niesamowity charakter. Uwagi, jakie notował w swoim dzienniku, nie jeden raz doprowadziły mnie do śmiechu, chociaż jemu samemu z pewnością do śmiechu nie było. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób dzień za dniem walczył o to, aby przeżyć. Mało kto dałby radę dokonać tego, co on. Przede wszystkim nie każdy człowiek ma taką wolę życia, jaką miał Mark.

Oprócz wspaniałego głównego bohatera na wielki plus oceniam to, w jaki sposób autor opisał wszelkiego rodzaju technologie użyte w trakcie marsjańskiej misji. Przeciętny człowiek nie wyobrażałby sobie, że tak skomplikowane urządzenia mogą w ogóle istnieć. Mało tego ogrom wiedzy, jakim wykazywała się cała ekipa, a zwłaszcza Mark, sprawił, że miałam ochotę im wszystkim pogratulować geniuszu. Uwielbiam mądrych, inteligentnych ludzi, dla których nauka jest pasją.

"Marsjanin" jest świetną książką, którą z całą serdecznością polecam każdemu czytelnikowi. To wspaniała powieść ukazująca walkę o życie, determinację, odwagę. Nie należy także zapominać o niezwykłym poczuciu humoru głównego bohatera. Z pewnością nie będziecie żałować, gdy już sięgnięcie po tę lekturę. Książka wciągająca bez reszty. Pełna zwrotów akcji. Trzymająca w napięciu na każdym kroku.


Merry


Książa wydana przez Wydawnictwo Akurat

piątek, 2 września 2016

Druga runda - Caren Lissner - recenzja

Gert niespodziewanie staje się singielką. Po długim i szczęśliwym związku po raz kolejny musi stawić czoła samotności. Wątpi, czy kiedykolwiek spotka drugiego takiego mężczyznę jak Mark. Poza tym randkowanie i szukanie na potęgę drugiej połówki nie wydaje jej się być dobrym pomysłem. Jak potoczą się dalsze losy Gert?

W głębi duszy każdy człowiek chciałby poznać kogoś, z kim dzieliłby szczęśliwe, długie lata. Co, jeśli nagle sielanka zostaje drastycznie przerwana? Z takim problemem spotkała się główna bohaterka "Drugiej rundy". Na pewno trudno pogodzić się z faktem, że tej bliskiej nam osoby nie ma już obok nas. Jak sobie z tym radzić? Jak żyć dalej? Łatwo pocieszać i doradzać, gdy patrzy się na to z boku. O wiele trudniej przejść przez to, gdy taka sytuacja dotyczy nas samych. Autorka świetnie ukazała ten problem. Dzięki temu możemy poznać myśli i sposób postrzegania rzeczywistości przez osobę, która go właśnie doświadczyła.

Brak drugiej połówki może się także przerodzić w niemałą obsesję. Z taką sytuacją musiały się zmierzyć przyjaciółki Gert. Wprowadzanie dziwnych zasad randkowania. Poszukiwanie z uporem maniaka idealnego mężczyzny. Wreszcie śledzenie byłego partnera i oczekiwanie, aż zostawi swoją rodzinę. Samotność jest smutna i często może doprowadzić do takiego zachowania. Czy nie warto byłoby jednak poczekać, aż los sam postawi na drodze tę wymarzoną miłość? To kolejna kwestia poruszona w tej książce, na którą zwróciłam uwagę.

Co do samej powieści. Jest to bardzo przyjemna lektura, którą czyta się lekko i szybko. Mimo to porusza ważne tematy, o których wspomniałam wyżej. Uważam, że warto sięgać po tego typu książki, ponieważ oprócz rozrywki dostarczają nam również ciekawych spostrzeżeń. Ponadto napełniają nas nadzieją, że nigdy nie jest za późno, żeby spotkać miłość. Polecam.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo


Drodzy Uczniowie!


Życzymy Wam samych sukcesów i ciekawych lektur w nowym 2016/2017 roku szkolnym :)