Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

poniedziałek, 22 lutego 2016

Zaburzenia - Igły - recenzja płyty

Dawno nie widziałem tak wydanej płyty, z tak piękną okładką... Polecam całym serduszkiem. Zarówno kupno fizycznego wydania, jak i samo przesłuchanie płyty Zaburzenia - Igły.

Trudno mi zrecenzować tę płytę w klasyczny sposób, bo jej się nie tylko słucha, ją się... czuje. Dlatego ciężko mówić mi o podkładach, o wokalu, o rymach, bo to nie jest zwykły produkt, tłoczony na setki i wrzucany do empików, tego nie słucha się na bassach w aucie. Fotel, zamknięte oczy. Wieża, albo słuchawki. Albo spacer, szczególnie jak akurat pada u Was śnieg.

To bardziej klimat czyni ten album niepowtarzalnym. I ach, może ze mnie żaden recenzent, ale to tak, jakbym miał oceniać płytę Bisza - Zimy, albo, dla niesłuchających takiej muzyki, jakikolwiek wytwór sztuki, który CZUJECIE. Czyli: no nie da się obiektywnie. Nie przelejesz wspomnień, skojarzeń, uczuć na klawiaturę.

Ale aby dopełnić recenzenckiego obowiązku: zaczniemy od liryki. I nie dlatego, że jest ważniejsza (jak w większości tego typu płyt!). Kolejność będzie losowa - bo tutaj muzyka i teksty i d e a l n i e się wzajemnie dopełniają. Nie istnieje jedno bez drugiego. Jak może sugerować tytuł, będzie o m.in. o narkomanii, ale nie w nachalny sposób, jest ona tylko przyczyną opisanych historii, stoi gdzieś za nimi. Jest też o dyskusjach na klatce, o strachu, ucieczce. I jest dobrze, jest bardzo dobrze. Tusz Na Rękach radzi sobie świetnie z wokalem, zmienia tempo, w zależności od tematu leci łagodniej lub agresywniej, moduluje głos... Magiczne teksty i pięknie się tego słucha. Tym piękniej, gdy na refren wchodzi Magda Wac i nadaje tej kobiecej delikatności.

Szatt - autor beatów - podkreśla swoimi produkcjami teksty i ogólny klimat płyty. Wszystko wyważone, a jednak z pewną duszą. I nie są to typowe hiphopowe bity, to elektronika, trochę instrumentów, wprawdzie z kilkoma samplami, ale większość to autorskie kompozycje i znowu - czuć serce, w tle słychać wiele kapnięć, klekotów, które jakoś kojarzą się ze śniegiem, szkłem, zimą... Jest tego dużo, a jednak kompozycje są wyważone. KLIMAT. UMIEJĘTNOŚCI. I żadnego przypadkowego dźwięku.

Co tu dużo więcej pisać? To jest muzyka, jaką lubię. Po pierwsze: niezależna (podziemny, mało znany duet - uwielbiam!). Zaangażowana, emocjonalna. Szczera. I nosi znamiona sztuki, nie jestem fanem taśmowo produkowanej szmiry. Jak dla mnie mały majstersztyk. Zasłuchuję się i w najbliższym czasie nie mam zamiaru przestać.

Odsłuch:



Kamil, lat 19



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz