Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

poniedziałek, 29 lutego 2016

Cień doskonały - Brent Weeks - recenzja

Dawno temu trafiła w moje ręce trylogia Brenta Weeksa i byłam nią oczarowana, chociaż na początku bardzo ciężko było mi się wdrożyć w całą fabułę. Wreszcie dziś przyszedł czas, aby dopełnić poznaną wcześniej historię i tak oto "Cień doskonały", czyli nowela ze świata "Nocnego Anioła", została przeze mnie przeczytana.

W tej krótkiej książce poznajemy początki Durzo Blinta. Przez setki lat nosił wiele imion, które przeszły do legendy. Tym razem jako Gaelan Gwiezdny Żar prowadzi spokojne, proste życie. Jest szczęśliwym mężem i ojcem, ale nieśmiertelność i talent do walki nie pozwalają mu być zwykłym człowiekiem. Zostaje zmuszony do wykonania zadania poleconego przez kurtyzanę

— Gwinvere Kirenę, która jest uznawana za władczynię przestępczego świata. Zadaniem Gaelana jest pozbycie się najlepszych zabójców na świecie.

Po kilku latach wróciłam do niesamowitego świata stworzonego przez Brenta Weeksa. Nie zapomnę, jak długo męczyłam się, żeby przebrnąć przez "Drogę cienia". Wiele osób narzekało na początki, jednakże nie wolno się zrażać. Każdy, kto dobrnął do końca "Poza cieniem", wie, o czym mówię. "Nocny Anioł" to jedna z najlepszych trylogii, jakie miałam okazję przeczytać. Niesłychanie wciągająca, rozbudowana fabuła. Mnóstwo akcji. Naprawdę wszystkie trzy części są warte uwagi.

Co do "Cienia doskonałego" jest to dopełnienie całości. Ja, niestety, nie byłam na bieżąco z wydarzeniami z trylogii, bo czytałam ją ładnych parę lat temu, dlatego na początku musiałam sobie nieco poprzypominać. Teoretycznie można ją przeczytać niezależnie od pozostałych tomów Nocnego Anioła, aczkolwiek lepiej jest się z nią zaznajomić na końcu. Kiedy znamy całą fabułę, łatwiej jest nam się zorientować, o co chodzi w "Cieniu doskonałym".

Mimo tego, że w książce dzieje się sporo, nie jestem nią tak zachwycona, jak poprzednimi trzema częściami. Być może jest to spowodowane dość długą przerwą pomiędzy powieściami "Nocnego Anioła", a tą nowelą. Jednakże pamiętam, jak kilka lat temu historia wciągnęła mnie bez reszty. Nie mogłam się od niej oderwać. Siedziałam z nosem w książce tak długo, aż ją przeczytałam. Teraz, mimo że to zaledwie sto dwadzieścia stron, przerywałam lekturę bez większego żalu. Cały czas miałam wrażenie, że czegoś tym razem zabrakło.

Całą trylogię "Nocnego Anioła" gorąco polecam, bo jest to naprawdę kawał świetnej literackiej roboty. Co do "Cienia doskonałego" to już zależy od Was. Są osoby, które zachwycają się tą nowelą, a są i takie, które bardzo się na niej zawiodły. Ja czuję, że jestem pośrodku. Z jednej strony nie uważam, żeby była to naprawdę beznadziejna książka, a z drugiej nie powaliła mnie na łopatki. Dlatego pozostanę przy rekomendowaniu samej trylogii bez dodatku.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo MAG

piątek, 26 lutego 2016

Bezlitosne ostrze pamięci - Laurie Halse Anderson - recenzja

Jest to bardzo oryginalna książka. Zaczynając ją czytać nie wiemy jak postąpi główna bohaterka. Autorka napisała ją w niebanalny i wyróżniający się sposób. Jest to szczera i odważna opowieść o wspomnieniach i o tym jak zmieniają one życie i otoczenie człowieka. 

Hayley to nastolatka, która musi zmierzyć się z wspomnieniami i ukończyć ostatni rok nauki w liceum. Nie jest to łatwe, ponieważ Hayley wcześniej nie chodziła do szkoły, jeździła z tatą ciężarówką po kraju uciekając przed demonami przeszłości byłego kapitana amerykańskiej armii - taty Hayley.

Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Laurie Halse Anderson, ale z pewnością nie ostatnie. Czuję, że warto kontynuować tą znajomość, bo takich autorów nie spotyka się często, a z pewnością nigdy się nie zapomina.

Fabuła być może nie wydaje się być oryginalna. Jednak cała jej otoczka, przemyślenia głównej bohaterki i realistyczny rozwój akcji czynią ją jak najbardziej pomysłową i wyróżniającą się. Problematyka książki może wydawać się trudna, trzeba wszystko przedstawić tak aby wydało się to realistyczne i moim zdaniem autorka poradziła sobie z tym bez problemu. Laurie H. A. użyła bardzo dużo metafor, które były barwne i pomysłowe. Dialogi świetnie oddawały charakter bohaterów. Opisy uczuć i akcji zaskakiwały realistycznością. Po prostu świetnie napisana książka.

Moim zdaniem jest to jedna z ciekawszych i zaskakujących książek jakie przeczytałam. Polecam ją każdemu. Jeśli weźmiecie ją do ręki i zaczniecie czytać ciężko będzie wam oderwać się nie kończąc całej książki.





Marta, lat 16


Książka wydana przez Wydawnictwo


środa, 24 lutego 2016

Pięć minut - Iga Wiśniewska - recenzja

Iga Wiśniewska urodzona w 1994 r. pochodzi z Kielc, studiuje w Lublinie. Miłośniczka kultury rosyjskiej i wysokich temperatur. Przeczytała setki książek, zanim postanowiła napisać własną. Debiutowała w 2013 roku książką pt. "Nocny motyl".

5 minut to 300 sekund i 720 uderzeń serca. Jak wiele może się stać w tak niewielkim przedziale czasowym? Co może zmienić się w ciągu 5 minut? Całe życie. Książka „5 minut” należy do dramatu. Do dramatu przy, którym wylałam milion łez, kilka razy musiałam odkładać książkę na bok i iść zaczerpnąć świeżego powietrza, bo nie byłam wstanie się uspokoić. Od pierwszych słów przeczytanych w tej książce poczułam więź z główną bohaterką, odczuwałam jej emocja, po prostu podczas czytania to ja byłam główną bohaterką.


Diana to normalna dziewczyna, która może nie należy do biednych, ale zachowuje się jak przeciętna koleżanka z ławki. Diana to dziewczynka o problemach takich jakie ma każda nastolatka, pierwsze imprezy, alkohol, okres buntu. Czy dziewczynkę zmieni nowy członek rodziny? Dziewczynka jest wychowywana przez zapracowanych rodziców, którzy nie obdarzają jej zbyt dużym uczuciem. Można by nawet powiedzieć, że jej życie to pustka. Czytając tę książkę miałam wrażenie jak bym czytała pamiętnik nastolatki, ale nie taki banalny prosty - tylko taki z głębszym ukrytym przesłaniem. Wielkim plusem tej książki jest szczerość. Wierzyłam w każde słowo, które przeczytałam. Autorka w tak krótkiej opowieści poruszyła bardzo dużo kwestii związanych ze śmiercią i przebaczaniem. 

Książka też pokazuje bezradność rodziców w sytuacji, kiedy ich dziecko czuje się winne całej obecnej sytuacji i utracie bliskiej osoby. W tym emocjonalnym dramacie pokazane jest jak wielkie znaczenie w życiu Diany, ale też każdego człowieka ma zwierzę. Niby to tylko zwierze, a może odmienić życie. Iga Wiśniewska porusza w książce bardzo ważny problem jakim jest przebaczanie, pokazuje, że to jest długi i powolny proces, który nie zawsze jest w 100% zakończony. Ale bez wybaczenia nie ruszymy z miejsca. Będziemy tkwili cały czas w tym samym miejscu dusząc się otaczającym nas powietrzem.

Polecam tę książkę każdemu, kto nosi w sobie urazę do kogokolwiek. Każdemu rodzicowi, bo może ta książka udowodni im to, że nie ważne ile ich dzieci mają lat czy 12 czy 20, mają problemy i te małe i te duże i nie zawsze są w stanie sobie z nimi poradzić same. Nastolatkom, żeby zobaczyli i zdali sobie sprawę, że każdy ma problemy i może w tej książce znajdą rozwiązani na „swoje małe supełki życiowe”.




Ducky, lat 16




Książka wydana przez Wydawnictwo

wtorek, 23 lutego 2016

Próba - Eleanor Catton - recenzja

Kiedy pierwszy raz przeczytałam o "Próbie", bardzo się nią zainteresowałam. Zaciekawił mnie temat, który porusza. Ponadto zauważyłam wiele pochlebnych recenzji, co tym bardziej zachęciło mnie do zapoznania się z jej treścią. Nie mogłam się doczekać, aż trafi w moje ręce. Była to chyba najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka.

Trochę o fabule. W mieście wybucha skandal. Nauczyciel muzyki jest podejrzewany o intymne kontakty z jedną z uczennic. To wielka sensacja, ponieważ dziewczyna jest nieletnia. Jedną z głównych postaci jest nauczycielka gry na saksofonie, która słucha zwierzeń swoich podopiecznych i poznaje ich zdanie na temat całej sytuacji. Z jednej strony, jak wypada, są oburzone takim zdarzeniem, ale z drugiej widać, że poniekąd zazdroszczą dziewczynie romansu. Tymczasem w pobliskiej szkole teatralnej uczniowie przygotowują się do odegrania spektaklu, który nawiązuje do owego skandalu.

"Próba" nie jest książką, przy której zrelaksujecie się w sobotnie popołudnie. Tutaj nie wystarczy po prostu czytać i biernie przyjmować treść. Ta lektura wymaga od nas większego zaangażowania. W pewnym momencie nie wiemy już, co jest grą, a co prawdą. Musimy doszukiwać się odpowiedzi wśród zachowań bohaterów i wypowiadanych przez nich słów. Powieść Eleanor Catton zdecydowanie nie pozwala nam na odpoczynek. Wciąga w labirynt zdarzeń, sytuacji i nie jesteśmy w stanie się z niego uwolnić, aż do samego końca, co uważam za zaletę tej książki.

Autorka pokazuje nam, że coś odgórnie nazwane skandalem, coś, co powinno obrażać, oburzać i zniesmaczać, może stać się powodem do zazdrości, dumą i czymś pożądanym. Wszak zakazany owoc smakuje najlepiej. "Próba" jest zatem powieścią dość kontrowersyjną, która nieco zakrzywia przyjęty światopogląd. Niewątpliwie skłania do głębszej refleksji. Nie jeden raz w trakcie lektury byłam zaskoczona wypowiedziami bohaterów. Bardzo często były to odważne, bezpośrednie słowa, które mnie szokowały. Zastanawiałam się, skąd w młodych ludziach takie, a nie inne postrzeganie rzeczywistości.

Przyznam szczerze, że do tej pory sceptycznie podchodziłam do tego typu lektur. Preferowałam raczej te mniej wymagające, relaksujące, przy których mogłam oderwać się od otaczającego mnie świata. Po przeczytaniu "Próby" stwierdzam, że była to dla mnie ciekawa odmiana. Myślę, że od czasu do czasu warto sięgnąć po książkę, która zmusi nas do głębszego zastanowienia.

"Próbę"
polecam czytelnikom gustującym w takiej literaturze, a także wszystkim tym, którzy mają ochotę na książkę wymagającą skupienia i poruszającą trudny temat.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Literackie

poniedziałek, 22 lutego 2016

Zaburzenia - Igły - recenzja płyty

Dawno nie widziałem tak wydanej płyty, z tak piękną okładką... Polecam całym serduszkiem. Zarówno kupno fizycznego wydania, jak i samo przesłuchanie płyty Zaburzenia - Igły.

Trudno mi zrecenzować tę płytę w klasyczny sposób, bo jej się nie tylko słucha, ją się... czuje. Dlatego ciężko mówić mi o podkładach, o wokalu, o rymach, bo to nie jest zwykły produkt, tłoczony na setki i wrzucany do empików, tego nie słucha się na bassach w aucie. Fotel, zamknięte oczy. Wieża, albo słuchawki. Albo spacer, szczególnie jak akurat pada u Was śnieg.

To bardziej klimat czyni ten album niepowtarzalnym. I ach, może ze mnie żaden recenzent, ale to tak, jakbym miał oceniać płytę Bisza - Zimy, albo, dla niesłuchających takiej muzyki, jakikolwiek wytwór sztuki, który CZUJECIE. Czyli: no nie da się obiektywnie. Nie przelejesz wspomnień, skojarzeń, uczuć na klawiaturę.

Ale aby dopełnić recenzenckiego obowiązku: zaczniemy od liryki. I nie dlatego, że jest ważniejsza (jak w większości tego typu płyt!). Kolejność będzie losowa - bo tutaj muzyka i teksty i d e a l n i e się wzajemnie dopełniają. Nie istnieje jedno bez drugiego. Jak może sugerować tytuł, będzie o m.in. o narkomanii, ale nie w nachalny sposób, jest ona tylko przyczyną opisanych historii, stoi gdzieś za nimi. Jest też o dyskusjach na klatce, o strachu, ucieczce. I jest dobrze, jest bardzo dobrze. Tusz Na Rękach radzi sobie świetnie z wokalem, zmienia tempo, w zależności od tematu leci łagodniej lub agresywniej, moduluje głos... Magiczne teksty i pięknie się tego słucha. Tym piękniej, gdy na refren wchodzi Magda Wac i nadaje tej kobiecej delikatności.

Szatt - autor beatów - podkreśla swoimi produkcjami teksty i ogólny klimat płyty. Wszystko wyważone, a jednak z pewną duszą. I nie są to typowe hiphopowe bity, to elektronika, trochę instrumentów, wprawdzie z kilkoma samplami, ale większość to autorskie kompozycje i znowu - czuć serce, w tle słychać wiele kapnięć, klekotów, które jakoś kojarzą się ze śniegiem, szkłem, zimą... Jest tego dużo, a jednak kompozycje są wyważone. KLIMAT. UMIEJĘTNOŚCI. I żadnego przypadkowego dźwięku.

Co tu dużo więcej pisać? To jest muzyka, jaką lubię. Po pierwsze: niezależna (podziemny, mało znany duet - uwielbiam!). Zaangażowana, emocjonalna. Szczera. I nosi znamiona sztuki, nie jestem fanem taśmowo produkowanej szmiry. Jak dla mnie mały majstersztyk. Zasłuchuję się i w najbliższym czasie nie mam zamiaru przestać.

Odsłuch:



Kamil, lat 19



niedziela, 21 lutego 2016

Siostry - Kresy, zsyłka, wielki świat - Agnieszka Lewandowska-Kąkol - recenzja

"Siostry - Kresy, zsyłka, wielki świat" to historia trzech sióstr, które przeżyły grozę wojny. Trafiły razem ze swoja mamą do Kazachstanu, gdzie musiały pracować ponad siły. Mieszkały w bardzo złych warunkach i otrzymywały niewielkie racje żywnościowe. Ich mama zmarła. Dziewczynom udało się opuścić to miejsce. Los każdej potoczył się inaczej. Siostry zamieszkały w różnych częściach globu. Na długi czas straciły ze sobą kontakt.

Barbara została w Rosji ze swoim ukochanym, Jurijem. Jej mąż jest Rosjaninem. Dziewczyna zakochała się w nim, wtedy kiedy on swoim zeznaniem uratował jej życie. Dla niego Basia zmieniła wyznanie. Przechodzi z katolicyzmu na prawosławie. Ma z nim szóstkę dzieci.


Ludmiła, zwana także Ludką, wyjeżdża do Rodezji. Tam poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje. Niestety jej ukochany ginie w tragicznych okolicznościach.


Najmłodsza z sióstr, Helenka, kończy kurs traktorzystów. Walczy również w polskiej armii. Po wojnie udaje się do Kanady, gdzie kończy studia medyczne. Helenka jest wyjątkowo zdolna. Dostaje się na studia za pierwszym podejściem. Zdobywa same piątki. Udaje jej się otrzymać stypendium. Poświęca swoje życie pracy naukowej.


Czytając powieść, czułam czasami radość, wzruszenie, czasem smutek. Nie ulega wątpliwości, że każda z bohaterek dużo przeszła. Negatywne doświadczenia wzmacniają ludzi. Złe wspomnienia pozostaną z tymi kobietami do końca ich życia.


Polecam tę książkę każdemu, kto znajdzie wolną chwilę.

Kasia, lat 18


Książka wydana przez Wydawnictwo


piątek, 19 lutego 2016

Skazani na ból - Agnieszka Lingas- Łoniewska - recenzja

Tyle się musiałam naczekać, żeby po raz kolejny sięgnąć po twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Przy każdej recenzji powtarzam, że jest to moja ulubiona autorka, że uwielbiam jej powieści i przeczytam absolutnie wszystko, co napisze. Nadal podtrzymuję te słowa. To jest coś, co trafia w moją czytelniczą dziesiątkę.

Tym razem historia dotyczy Amelii i Aleksa. Ona — z pozoru zwykła, drobna nastolatka, choć w głębi serca skrywa ogromną tragedię. On — skinhead, którego boi się każdy, kto go napotka. Wierny swoim ideałom i przyjaciołom. Jak to możliwe, że tych dwoje połączyło tak wielkie uczucie? Czy przeciwności losu pozwolą im na miłość?

Po raz kolejny skończyłam powieść autorki ze łzami w oczach. Co z tego, jak ktoś powie, że to bajka, że takie rzeczy nie zdarzają się w rzeczywistości? A może warto czasami sięgnąć po taką "bajkę", która oderwie nas od tego szarego, ponurego świata? Poza tym, nie nazwałabym tak do końca tej powieści bajką, bo przecież bajki kończą się "i żyli długo, i szczęśliwie.."

Powieści autorki zawsze trafiają w moje czytelnicze serce. Te książki dosłownie pożeram. Nie mogę się od nich oderwać. Podczas lektury towarzyszy mi wiele emocji. Czasami się śmieję, czasami smucę, ale zawsze są to niezapomniane wrażenia. Być może dla kogoś innego temat miłości jest oklepany i banalny, ale ja potrzebuję czasami takiej odskoczni. Historii, która przeniesie mnie w świat, gdzie miłość jest piękna, wszechmocna, która zniesie wszelkie próby i przeciwności. To znalazłam w "Skazanych na ból".

Jestem naprawdę wzruszona po przeczytaniu tej książki. Zwłaszcza końcówką. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie fragment listu Aleksa. To słowa tak prawdziwe i szczere, że każdy, kto unika miłości, powinien je przeczytać i zagłębić się w ich treści:

[..] Bo dzięki niej zrozumiałem, że trzeba kogoś kochać, że nie można swego serca zamknąć na inną osobę, że nie można udawać, że nie posiada się uczuć, a jedyne, jakie się pielęgnuje, to nienawiść. To wyniszczające i zdradliwe. Bo z czasem zaczyna się nienawidzić samego siebie...
"Skazani na ból" to książka, która oprócz pokazania historii pięknej miłości, poszerzyła nieco moją wiedzę dotyczącą subkultury jaką stanowią skinheadzi. Byłam w szoku, bo nie spodziewałam się, że w imię poglądów, ideałów, przekonań ludzie są w stanie dokonywać takich rzeczy. Skąd w ludziach tyle nienawiści do innych i to za co? Za to, że urodzili się w innym kraju, na innym kontynencie, bo mają inny kolor skóry czy wyznanie? Jest to dla mnie przerażające. Nie potrafię czegoś takiego zrozumieć. Dlatego przeczytanie tej książki było bardzo ciekawym doświadczeniem.

Powieść jak najbardziej polecam fanom autorki, ale i nie tylko. Myślę, że jest to wspaniała lektura dla każdego, kto stracił wiarę w prawdziwą miłość albo w to, że nie jest ona w stanie przetrwać największej burzy. To historia, która daje nadzieję, choć nie kończy się spodziewanym happy-endem. Jestem po raz kolejny oczarowana twórczością autorki.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Novae Res

czwartek, 18 lutego 2016

Jesteś tylko moja - Meredith Wild - recenzja

Jedna z popularniejszych autorek romansów, zdaniem New York Times, zdecydowała się na niemożliwe, czyli wplecenia w romans wątków hakerskich.

Erica nie zna swojego ojca, a matka zmarła dawno temu. Jest bystra i inteligentna, więc liczy na to, że po studiach uda się jej rozwinąć własną firmę. Aby tego dokonać potrzebuje inwestora. Blake London wydaje się idealnym kandydatem. Jest bogaty, błyskotliwy i mówi się o nim, że był hakerem. Kto jak nie on zrozumie internetową wizję dziewczyny? Do tej „mieszanki wybuchowej” należy jeszcze dołożyć bolesną przeszłość bohaterów, wzajemną fascynację i garstkę przyjaciół. Nic szczególnego.

Ciężko napisać cos pozytywnego o książce, która jest źle napisana i schematyczna. Moim zdaniem miejscami bardzo mocno inspirowana innymi popularnymi romansami. Przewidywalna, nudna, niczym nie zaskakuje. Autorka straszy kolejnymi tomami. Strzeżcie się.



Jola, lat 19


Książka wydana przez Wydawnictwo Burda Publishing Polska

środa, 17 lutego 2016

Pod Wędrownym Aniołem - Joanna M. Chmielewska - recenzja

Co byście powiedzieli na nagły obrót swojego życia o sto osiemdziesiąt stopni? Tak po prostu pewnego dnia stwierdzacie, że coś Wam nie pasuje i czas to zmienić mimo, że macie stałą pracę, mieszkanie i tym podobne. Mielibyście odwagę poświęcić to wszystko dla marzeń i własnego lepszego samopoczucia? Jeżeli stoicie na rozdrożu swojej życiowej drogi i nie wiecie, czy żyć jak dotychczas, czy też podążać za marzeniami, by je spełnić, to ta książka jest z pewnością dla Was.

Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji poznać twórczości Joanny M. Chmielewskiej. "Pod Wędrownym Aniołem" jest pierwszą jej książką, która trafiła w moje ręce. Autorka wraz z rodziną postanowiła przeprowadzić się z Gryfic do Szklarskiej Poręby. Zmiana miejsca zamieszkania była bardzo odważną decyzją, wszak pani Joanna wraz z mężem mieli tu stałą pracę, a w górach stał dom do wyremontowania i wielka niewiadoma, jak to dalej będzie. Na miejscu czekało ją wiele niespodzianek i niezwykłych odkryć. Poznała grono ciekawych osób i historii, które stały się dla niej inspiracją.

Decyzja o przeprowadzce, jaką podjęła autorka wraz z mężem, jest godna pogratulowania. Nie każdy ma odwagę tak po prostu zmienić swoje życie, kiedy nie czuje się w danym miejscu komfortowo. Często jest to związane ze strachem o przyszłość. Żyje się dalej, a pomysły o wprowadzeniu czegoś nowego, odchodzą na bok. Państwo Chmielewscy zaryzykowali i zdaje się, że tego nie żałują. Ich historia opisana w "Pod Wędrownym Aniołem" jest doskonałym przykładem, że w życiu warto czasami podążać za głosem serca, które każe nam spełniać marzenia. Często droga do nich jest dość kręta, ale nie można się poddawać. Zawsze można liczyć na pomoc wspaniałych przyjaciół, którzy nie pozwalają zrezygnować z osiągnięcia celu. Dzięki temu wszystko staje się łatwiejsze do przejścia.

"Pod Wędrownym Aniołem" to książka poświęcona także historii Szklarskiej Poręby. Możemy dowiedzieć się wiele ciekawych informacji o tym mieście. Na szczególną uwagę zasługują artyści, którzy byli związani z tym miejscem. Autorka przytacza nam pokrótce ich losy. Bardzo podobały mi się te fragmenty. Niesamowicie wzbogaciły one treść książki. Nie spodziewałam się, że tyle ciekawych postaci jest związanych ze Szklarską Porębą. Dzięki tej powieści mamy szansę poznać bliżej także samą autorkę, które wydaje się być bardzo sympatyczną i otwartą kobietą.

Z pewnością sięgnę po inne tytuły pani Joanny M. Chmielewskiej. "Pod Wędrownym Aniołem" jest książką, która przypadła mi do gustu i zapewniła mi rozrywkę w ostatni weekend. Mogłam się przy niej zrelaksować i chociaż na chwilę oderwać od otaczającego mnie świata. Przenieść się oczami wyobraźni na południe Polski i poczuć ten górski klimat, a przy okazji zastanowić się, czy czasami nie warto byłoby czegoś zmienić w swoim życiu, choćby wiązało się to z wielkimi zmianami.

Polecam książkę wszystkim, którzy chcą mile spędzić czas przy dobrej literaturze.

Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo MG

wtorek, 16 lutego 2016

Królowe - Sherry Jones - recenzja

Lubię od czasu do czasu przeczytać jakąś powieść historyczną. Zawsze podziwiam autorów zajmujących się tego typu literaturą za rzetelne i ciekawe przedstawienie faktów i postaci z dawnych czasów. Tym razem mój wybór padł na "Królowe".

Poznajemy losy czterech sióstr, których głównym celem w życiu, wyznaczonym głównie przez ich matkę, było stać się królowymi. Kobieta zadbała o to, by jej dzieci trafiły na odpowiednich mężów. W ten sposób wszystkie doszły do władzy. Małgorzata jako królowa Francji, Eleonora jako królowa Anglii, Sancha jako królowa Niemiec i Beatrycze jako królowa Sycylii.

Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Dawno nie czytałam powieści, w której intrygi, spiski, zdrady i żądza władzy wręcz wylewały się z kartek. Do teraz jestem zaszokowana faktem, ile ludzie byli w stanie zrobić złego, aby osiągnąć swój cel. Tutaj aż roi się od ciągłych podchodów, podsłuchów i zdrad. Nawet najbliżsi mogli stać się śmiertelnymi wrogami. Ludzie musieli być niesamowicie ostrożni w kontaktach z innymi, ponieważ każde najdrobniejsze słowo mogło stać się dla nich zagrożeniem.

Na szczególną uwagę zasługuje tutaj również kwestia małżeństw. Autorka ukazuje nam dobitnie, że ślub jest tylko umową. Transakcją pomiędzy dwoma znaczącymi rodami, która ma przynieść korzyść dla obu stron. Przekonujemy się, że średniowieczna miłość wcale nie idzie w parze z małżeństwem. Przyjmuje się zasadę, że dobro rodziny jest najważniejsze, a skoro zamążpójście miałoby być najlepszym dla niej rozwiązaniem, to tak należy postąpić. Miłość nie gra tu żadnej roli. Zwłaszcza jeden fragment, dotyczący tego tematu, zapadł mi w pamięć:

— Miłość? Między mężem i żoną? — roześmiał się Ryszard.
— A co jest w tym takiego śmiesznego? — obruszyła się Sancha. — Moi rodzice też się kochali.
— Wzajemnie się szanowali — Ryszard poklepał ją po policzku. — Lecz miłość, moja najsłodsza, jest niczym delikatna oliwa. Małżeństwo zaś jak ocet. Nie mieszają się. Czy mam rację, Lordzie Pembroke?
— Małżeństwo to jedno, miłość to co innego — odparł hrabia. — To dlatego mężczyźni mają kochanki.
Podczas lektury doszłam do wniosku, że w gruncie rzeczy ludzie tamtych czasów, choć będący wysoko w hierarchii społeczeństwa, wcale nie byli szczęśliwi. Bo czy można być szczęśliwym, kiedy zostaje się "skazanym" na życie z kimś, kogo nie darzy się zbytnim uczuciem? Nie wydaje mi się. Nic zatem dziwnego, że zdrada była tak powszechnym zjawiskiem, które tak naprawdę nikogo w głębi duszy nie szokowało. Dlatego uważam, że każda z sióstr wykazała się niebywałą lojalnością wobec rodziców, a zwłaszcza matki, wychodząc za mąż tylko dla dobra ich rodziny. Według mnie było to ogromne poświęcenie, za które je podziwiam.

W tej historii spostrzegłam jeszcze jedną ciekawostkę, a mianowicie podejście do religii. Takiej hipokryzji i zakłamania dawno nie doświadczyłam podczas czytania książki. Jak wiadomo czasy średniowiecza słyną z wielkiego oddania Bogu, ale czy aby na pewno? W "Królowych" jest dobitnie pokazane, że wiara w Boga często to karta przetargowa dla osiągnięcia jakiejś korzyści. Chociaż mnie najbardziej zirytowało postępowanie króla Ludwika. Człowiek na pozór ogromnie wierzący, powołujący się na Stworzyciela, doznający okaleczania w ramach pokuty za swoje winy, modlący się w zasadzie bez przerwy, wyprowadza swoje wojsko, aby zabijać niewinnych ludzi. Jest to dla mnie przejaw największego zakłamania. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy w imię Boga są w stanie pozbawić życia innych.

Co do głównych bohaterek tej powieści. Tak, jak już wspomniałam, były to kobiety niesłychanie oddane swojej rodzinie. Ponadto nie jeden raz wykazały się odwagą, za co również je podziwiam. Często musiały pomagać swoim mężom i starać się kierować ich decyzjami, aby nie doszło do niepotrzebnych konfliktów. Oprócz tego należy je doceniać za wytrzymałość, bo choć doświadczały zdrady, starały się wytrwać w małżeństwie i nie pozwolić na to, by związek się rozpadł. Myślę, że mogłyby stać się motywacją do wielu kobiet. Są przykładem niesamowitej kobiecej siły, która jest w stanie dokonać wielkich rzeczy.

"Królowe" jak najbardziej polecam fanom literatury historycznej. Uważam, że jest to pozycja absolutnie godna uwagi. Dla mniej entuzjastycznie podchodzących do tego typu powieści dodam, że warto po nią sięgnąć mimo wszystko. Przełamać swoją niechęć. Myślę, że dzięki "Królowym" z większym optymizmem podejdziecie do takich lektur.



Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo


poniedziałek, 15 lutego 2016

Kołysanka - Sarah Dessen - recenzja


Moja kołysanka to ledwie kilka słów
i parę prostych akordów…
Tu, w gościnnym pokoju jest cicho, ale ty ją słyszysz dobrze…

Czasem w życiu każdej kobiety przychodzi taki czas, że albo w miłość się wierzy, albo traktuje jako całkowitą pomyłkę. Jest wiele czynników, które na to wpływają. Jednak niezmiennie od ilości przeżytych wiosen, towarzyszy temu obecność mężczyzn.



Remy, absolwentka liceum, wraz z najlepszymi przyjaciółkami, bratem i jego dziewczyną cieszy się z ostatnich wakacji w domu rodzinnym. Jej spokój zostaje zakłócony dwoma rzeczami – czwartym weselem matki z, jak się później okaże, nietrafnym w jej guście wyborze, oraz nieznajomym. Nieznajomym, który odmieni jej światopogląd i przez chwilę pozwoli uwierzyć w to, czego się wyrzekała latami, przy każdym nadążającym się przelotnym związku.

Nie bez powodu jej stan emocjonalny związany z uczuciem trwalszym niż półtora miesiąca jest zachwiany – tak jest po prostu łatwiej. Niezobowiązujące spotkania, randki jednej nocy czy kilka kolacji – nie ma nic prostszego, niż potem po prostu się pożegnać. Jaki więc wpływ będzie miał tajemniczy nieznajomy, że Remy pozwoli sobie na chwilę zapomnienia i nie wygłosi Mowy? 

"Kołysanka" jest książką lekką, łatwą w przyswojeniu. Nie nazwałabym jej osobiście prostej do zrozumienia, szczególnie, że sama jestem kobietą. Pewne sprawy, które dotykają kobiety w tej historii są często nieodłącznym elementem rzeczywistości, która otacza każdego czy każdą z nas. Mnie osobiście zmusiła do pewnych refleksji na temat mojego postrzegania miłości i wszystkiego, co się z nią wiąże.

Jaki wpływ będzie miał brat i jego dziewczyna na Remy? Jak będą oddziaływać jej najlepsze przyjaciółki na postrzeganie świata mężczyzn? I w końcu, jak zakończy się lato, mając na uwadze postać nieznajomego D.? 

Tego dowiecie się, czytając "Kołysankę".


Virginia, lat 19


Książa wydana przez



        

środa, 10 lutego 2016

Oskar i pani Róża - Eric Emanuel-Schmitt - recenzja

Wpadłam na pomysł, aby zrecenzować książkę, która została polecona mi jako lektura już w gimnazjum. Dlaczego teraz? Dlatego, że kiedy opowiadam o tej książce wśród znajomych, większość nie ma zielonego pojęcia o czym w ogóle mówię. Na podstawie książki został wyreżyserowany film, który niestety, w mojej opinii, nie oddaje wszystkich uczuć, które towarzyszą podczas czytania.

Chodzi tu o książkę „Oskar i Pani Róża”, którego autorem jest Eric Emanuel-Schmitt. Jestem wręcz zakochana w tym utworze, kilkukrotnie wybierałam go na konkurs recytatorski, jako fragment prozy. Może zaciekawię potencjalnych czytelników fragmentem listu do Pana Boga w wykonaniu młodego, chorego nieuleczalnie chłopca, któremu poświęcona jest cała książka:
 „Próbowałem tłumaczyć rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Ja, który mam sto lat, dobrze wiem, o czym mówię. Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję”.

Być może ten fragment jest długi, ale nie na tyle długi, aby zapomnieć, by wziąć go sobie do serca. Jak, więc wspomniałam książka mówi o dziesięcioletnim chłopcu Oskarze, który jest poważnie chory i w szpitalu poznaje pewną tajemniczą kobietę - panią Różę. Jak potoczą się dalsze losy chłopca? 
Zachęcam do lektury


Kasia, lat 19


Książka wydana przez Wydawnictwo Znak


wtorek, 9 lutego 2016

Po drugiej stronie - Rafał Cuprjak - recenzja

"Pomyśl sam, chociaż raz. Bo nie chcę cię zmieniać na siłę, chcę, żebyś się zastanowił, żebyś się zatrzymał i zobaczył, że mógłbyś to robić w inny sposób. Spójrz na mnie i zrozum, że wybrałem inny los i ty też mógłbyś"
 - mówi w anarchistycznym manifeście jeden z bohaterów. I faktycznie - Rafał Cuprjak robi to w inny sposób. Znaczy pisze. Co może się podobać, albo męczyć. Ale po kolei...

Anarchiczno-punkowo-squatowy styl życia to tylko jeden ze "światów", w których obracają się bohaterowie. Dodać do tego należy świat dziewczyny przed seks-kamerką, żydowskie getto i parę wizji rodem z Mistrza i Małgorzaty. Dodajmy teraz do tego trochę fantastyki, alternatywnej rzeczywistości, splatajmy losy wszystkich bohaterów i oto jest: "Po drugiej stronie".



Z tyłu książki autor pisze, że miesza, w skrócie, wszystko ze wszystkim. I trudno się z tym nie zgodzić. Jest symbolika, jest sztuka, jest horror, jest miłość, jest magia, w tle pobrzmiewa "Włochaty", do rytmu tłuką w podłogę glany, a dym ze skuna pobudza nozdrza. Taką miksturę aplikuje nam Rafał Cuprjak.

I nie powiem, całkiem mi ta mikstura smakowała, choć nie wiedziałem czego się spodziewać. Nie chcę używać oklepanych tekstów, że akcja trzyma w napięciu i tak dalej, ale trzeba przyznać - książka to od początku do końca zagadka, i poznawanie tych splątanych ze sobą losów jest naprawdę wciągające. Pomaga też w tym narracja, prowadzona z perspektywy bohaterów, dzięki czemu widzimy ich nie jako postacie książki, a raczej wczuwamy się w ich położenie, potrzeby i problemy, to prawdziwi ludzie. Z prawdziwymi emocjami, dlatego lojalnie uprzedzam każde wrażliwe ucho, że oprócz uczuć pięknych, będą też te mniej, i proszę się nie zdziwić, jak zobaczycie w tekście jakąś... kobietę lekkich obyczajów.

Takie karkołomne nieco połączenie może być trudne w odbiorze i przyznam, że nieraz się pogubiłem, a żeby zrozumieć całość trzeba lekko wytężyć mózgownicę. A może o to właśnie Autorowi chodziło? Przeskakiwanie wątków, miejsc, postaci sprawia, że czasem ciężko się połapać, ale też tworzy nieco oniryczną, senną atmosferę, w której nic do końca nie wiadomo, a jednak wszystko ma jakieś znaczenie. Czyta się lekko, kartki przewracają się same, a mimo to nie jest to głupia przygodówka, tylko powieść, która może skłonić do kilku przemyśleń.

To książka przede wszystkim o ludziach. Ich bólach i marzeniach. Te pierwsze pokazują rodem z horroru sceny, zaś te drugie... ten inny świat. Ten tam, po drugiej stronie.

Biorąc to wszystko do kupy, jest to rzecz, którą śmiało mogę polecić, dlatego właśnie, że jest inna, nieschematyczna, i przez to tak ciekawa. Pewnie zobaczysz w niej co innego niż ja, i właśnie tak powinno być, dlatego niezależnie co czytasz na co dzień, rzuć okiem w bibliotece i na tę pozycję. Nie zawiedziesz się. A pana Cuprjaka z chęcią ujrzałbym w książce w całości poświęconej punkowym motywom i ideologiom, tak bardzo mojemu serduszku bliskimi!


Kamil, lat 19


Książka wydana przez Wydawnictwo




poniedziałek, 8 lutego 2016

Boski narkotyk - Natalia Chmura - recenzja

Po zakończeniu trwającego zaledwie cztery miesiące związku, Weronika nie może zapomnieć o ukochanym. Inteligentny, dobrze sytuowany chłopak burzy życie fryzjerki na kilka miesięcy. Młoda, zgrabna brunetka codziennie rozpamiętuje chwilę spędzone z mężczyzną.

Na szczęście Weronika może liczyć na wsparcie ze strony swojej wspaniałej przyjaciółki, która zawsze służy pomocą. Dagmara namawia skrzywdzoną kobietę na wylot na Majorkę. Chodź pobyt w słonecznym kraju jest średnio udany, wprowadza przełom w życie kobiety... Fryzjerka poznaje Michała, do którego czuje zniechęcenie i wtedy postanawia, że nie da się omamić kolejnemu mężczyźnie. Życie Weroniki zmienia się po tym jak ulega wypadkowi, bowiem zapomina o jednej rzeczy.

Czy kobiecie wróci pamięć o wydarzeniu z przeszłości? 

Jak dalej potoczy się życie fryzjerki?

Podczas czytania tej tektury bardzo można odczuć cierpienie Weroniki, która mocno została skrzywdzona przez osobę, na której jej zależało. Kobietę na każdym kroku dręczą wspomnienia o byłym ukochanym - podczas jazdy samochodem czy robienia zakupów. Jednak chyba najgorsze są dla niej nocne koszmary, niepozwalające powrócić do normalnego funkcjonowania.

Moim zdaniem książka ukazuje, że człowiek nie jest w stanie uwolnić się od przeszłości, jednak trzeba nauczyć się żyć z przykrymi sytuacjami, które nas spotkały.To co było już minęło. Liczy się to co jest teraz i przyszłość.
Każdy dozna w życiu porażki, uczucia smutku i bólu, ale czeka nas również wiele niespodzianek!

"Boski narkotyk"
to krótka, lecz pełna zwrotów akcji książka. Myślę, że jest to lektura na jeden wieczór. Gdy zbliżałam się do końca czułam smutek, iż to już koniec historii.


A zakończenie? O takim marzy chyba każda dziewczyna ;))



Veni, 18 lat



Książka wydana przez Wydawnictwo




piątek, 5 lutego 2016

Punkt zapalny - Myke Cole - recenzja

Powieści fantasy stanowią dla mnie pewnego rodzaju drugą rzeczywistość, do której bardzo często uciekam. Nie ukrywam, że jest to mój ulubiony gatunek literacki, ponieważ zachwyca mnie niezwykle zaskakująca dowolność dobru elementów, na którą mogą pozwolić sobie autorzy. Im bardziej wyimaginowana i kontrowersyjna, tym bardziej zadowalająca miłośnika fantasy.

Miałam przyjemność wdrożyć się w wyimaginowany świat Myke'a Cole'a przedstawiony w powieści "Punkt zapalny". Myślę, że sam tytuł intryguję czytelnika. Staję się wizytówką powieści, nakreślając ją jako coś wzniecającego zainteresowanie i pociąg do zapoznania się z fabułą. Należy wiedzieć, że autor tej książki to doświadczony amerykański żołnierz, który odbył aż trzy tury służby w Iraku. Stąd ważna informacje, że nie jest to zwykłe fantasy... jest to fantasy wojskowe. Zdecydowanie oddające charakter militarny, który przeplata się między światem rzeczywistym, związanym ze służbami wojskowymi czy policją, a światem wymyślonym przez autora, gdzie tworzy wiele różnego rodzaju nadprzyrodzonych bohaterów.

Główny bohater powieści to Oscar Britton, postać łącząca obie sfery - nadnaturalny oraz autentyczny. Poznajemy go jako porucznika wykonującego misję dla Korpusu Operacji Nadzmysłowych. Oddziału specjalnie utworzonego, aby zwalczać oraz pojmować ''obdarzonych'', którzy nieświadomi swoich mocy stwarzają zagrożenie. Wspólnie wraz z innymi członkami organizacji przeciwstawia się magicznym istotom. Powszechnie przyjęte zasady dzielą ich na buntowników oraz tych, którzy dobrowolnie oddają się w ręce KON nawiązując z nimi współpracę. Nadprzyrodzone jednostki wraz z ich zdolnościami są jednak zróżnicowane, część z nich należy do zakazanych sektorów magii - negramacja, nekromacja, portamancja oraz kontrolowanie żywiołaków. W tym wypadku ich los jest z góry nakreślony i wiąże się z całkowitą eliminacją osobnika obdarzonego tymi mocami.

Oscar Britton rzetelnie wykonuje swoją pracę i służy KON, jednakże po zakończeniu kolejnej misji jego życie obraca się o 180 stopni. Zostaje obdarzony. Sprawa byłaby łatwiejsza gdyby jego moce należały do legalnych, jednak uzyskuje zdolności zupełnie niepożądane przez współpracowników. Portamacja czyli umiejętność tworzenia portali otwierających zupełnie inną, drugą rzeczywistość, z którą początkowo główny bohater zupełnie nie potrafi sobie poradzić a nawet jej nie rozumie. Staję on przed trudną decyzją, oddać się w ręce wcześniejszych współpracowników czy walczyć o swoją wolność mimo trudności zadania?

Powieść nasączona jest zaskakującymi, a przede wszystkim wciągającymi wątkami. Należy czytać ją z uwagą, ponieważ zawiera szybkie zwroty akcji. Spokój i harmonia są zdecydowanie tu obce. Niekiedy nie skupiając całkowicie swojej uwagi na akcji, nie mogłam nadążyć nad kolejno przedstawionymi sytuacjami. Książka zawiera dużo detalów i pojęć typowo militarnych, dlatego przydatny jest słowniczek terminów wojskowych zmieszczony na końcu książki. Nie zapoznając się z nim wiele wątków zostanie niewyjaśnionych, gdyż całość opiera się głownie na zamieszczonych tam pojęciach. 


Mogę polecić tę książkę każdemu kto choć na chwilę chciałby oderwać się od rzeczywistości i przenieść się w magiczny, dynamiczny świat przedstawiony.


xxx, lat 19


Książka wydana przez


czwartek, 4 lutego 2016

Zamieć śnieżna i woń migdałów - Camilia Lackberg - recenzja

Podczas świąt postanowiłam się zabrać za przeczytanie jakiejś książki, która została poświęcona chociaż w części tematyce świątecznej - bestseller, czy rzeczywiście zasłużone miano?

Bez dwóch zdań. Mówię tutaj o powieści Lackberg Camilli „Zamieć śnieżna i woń migdałów”. Jest to zdecydowanie bardzo łatwa i przyjemna książka. Mnie osobiście pochłonęła całkowicie, aż przy końcu można poczuć nienasycenie. Na samą zachętę dla tych, którzy uwielbiają i kochają powieści Agaty Christie - jest to bardzo podobna tematyka. Utwór opowiada o dwójce zakochanych. Kiedy kobieta namawia mężczyznę tydzień przed świętami na wyjazd na rodzinne przyjęcie ten ulega. Nagle jeden z krewnych w dość specyficznych okolicznościach zostaje zamordowany. Dlaczego specyficznych? Otóż miejsce, w które się oddalili było całkowicie odcięte od reszty świata. A więc, czy mordercą okaże się jeden z członków rodziny?

Odpowiedzi szukajcie w tej książce. Niesamowicie podobała mi się ten kryminał. Czytało się bardzo przyjemnie. Bardzo zachęcam do przeczytania





 

K.B, lat 19


Książka wydana przez Wydawnictwo Czarna Owca

środa, 3 lutego 2016

Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy - Tadeusz M. Płużański - recenzja

To niezwykłe, że osoby, które żyły, żyją i będą żyć wśród nas są gotowe na poświęcenie dosłownie wszystkiego, co posiadają. To naprawdę niesamowite, że człowiek z własnej woli potrafi oprzeć się strachowi, który zagląda w oczy, przezwyciężyć lęk w imię siebie i innych skrzywdzonych ludzi iść walczyć o to, co im zabrano. To rzeczywiście rzadkie, a tak wyjątkowe. Tak właśnie mogę opisać tego człowieka – Rotmistrza Pileckiego.

Wystarczy niewielka iskra, by wszystko zginęło w płomieniach. Biografia Pileckiego napisana przez Tadeusza M. Płużańskiego jest przez samego autora opisana w ważnym dla kontekstu zdaniu: „Rotmistrz nigdy się nie poddał, nie dał się złamać w ubeckim śledztwie, pozostał Niezłomny”. Niezłomny, pisane wielką literą, podkreślenie tak ważnej cechy, a przypisywanej niewielkiej ilości osób. Jak więc podejść do osoby Rotmistrza w inny sposób, jak nie zaciekawieniem, czemu był taki „Niezłomny”?

Podeszłam do biografii w taki sposób, by pozostać jak najbardziej obiektywną. Nie jest to łatwe zadanie, zważywszy na ilość czasu poświęcanego temu zagadnieniu na lekcjach w szkole, różnego rodzaju wystawach w miastach, plakatach, afiszach, książkach. 

Mogłabym opisać wiele ciekawych scen z tych, jakie przedstawił Tadeusz M. Płużański, jednak wydaje mi się to zbędne. Być może ktoś podejdzie to tego tematu w bardzo podobnym myśleniu jak moje? 

Biografia pisana jest językiem innym, niż typowo biograficzne książki. Widać w niej chęć przekazania tego, co najlepsze, najciekawsze a zarazem najbardziej godne przekazania, w uwzględnieniem czasu od doświadczeń młodości po kres życia. 

Nie jestem przekonana, ile mogę zdradzić. Gdy zadaję sobie pytanie, czy gdybym znała większość faktów z życia danej osoby, to przeczytałabym jej biografię, gdzie dowiedziałabym się tego samego? Myślę, że moja odpowiedź nie jest twierdząca. Zostawiam więc to innym, by sami poznali  życie jednego z najdzielniejszych, jak nie najdzielniejszych Polaków podczas II wojny światowej i po niej.


Vigs, lat 19



Książka wydana przez Wydawnictwo




wtorek, 2 lutego 2016

Geniuszka - Monika Szczesiak - recenzja

Monika Szczesiak – urodzona w 1982 r., mieszka w Wejherowie. Autorka książek „Hanka. Historie pewnego pałacu” (2012) „Hanka na tropie skarbu” (2013).

Książka ta bardzo mnie zaciekawiła, ponieważ posiada bardzo oryginalną okładkę, która na pewno zwraca uwagę młodych czytelników. Po przeczytaniu zaledwie kilku stron utożsamiłam się z główna bohaterką tej książki. Może nie jestem „Geniuszką” jak Pola, ale jestem na takim etapie swojego życia, że bardzo dobrze rozumiem zachowanie Apolonii. 


Zakwalifikowała bym książkę Moniki Szczesiak do powieści psychologiczno-obyczajowej, ponieważ porusza problemy psychologiczne i społeczne, które dotykają niejednego z nas. Przeczytałam „Geniuszkę” w niecałe dwa dni (musiałam zrobić sobie przerwę na sen). Znalazłam w niej bardzo dużo porad i jak i wspaniałych cytatów, które pozwoliły mi inaczej spojrzeć na otaczające mnie problemy. W tej książce jest coś niesamowitego, niepowtarzalnego, a dlaczego? Czytając ją miałam wrażenie jakby Monika Szczesiak siedziała obok mnie w parku, w kawiarni, nie ważne gdzie, ale siedzi tuż obok mnie i opowiada mi swoja historię, która mnie tak zaciekawia, że wierzę w każde słowo, które wychodzi z jej ust. 

Czytając tę książkę poznajemy Polę - geniuszkę, która zmaga się z chorobą psychiczną. Rozpoczyna prace u braci Lange. Myślę, że nikt się nie spodziewał tego, że kolega Tobiasza, tak odmieni jej życie. Czy przypadkowy seks może zamienić się w coś więcej? Tych trzech mężczyzn (Tobiasz i Leon Lange i Alwin) zaakceptują Pole w 100% taką jaka jest i zechcą z całych sił pomóc jej normalnie żyć? Apolonia miała pomóc Tobiaszowi zaakceptować swoje kalectwo – udało jej się to, ale dzięki temu zyskała też przyjaźń i miłość.

Książkę tę dedykuję każdemu młodemu jak i starszemu człowiekowi, który zmaga się z problemami. „Geniuszka” próbuje na kierunkować nas na tą właściwą ścieżkę naszego życia i pokazuje, że z każdej sytuacji jest wyjście.

Ducky, lat 16


Książka wydana przez Wydawnictwo




poniedziałek, 1 lutego 2016

Rumuńskie kawony - Konrad T. Lewandowski - recenzja

Powieść kryminalna Konrada T. Lewandowskiego ma dość ciekawą fabułę, a akcja rozgrywa się w klimacie retro charakterystycznym dla okresu międzywojennego. Ciekawa jest też sceneria, gdyż tłem zdarzeń są pełne tajemnic Zaleszczyki na pograniczu z Rumunią. 

Pojawia się pragnący odpoczynku komisarz policji, zmuszony nieoczekiwanie do podjęcia śledztwa w sprawie, w którą został wplątany przez pozornie obcego człowieka. Mamy też sprawę wagi państwowej z przemytem i szpiegami komunistycznymi. Wśród postaci pojawia się również hrabina z epoki cesarstwa austro-węgierskiego oraz tajemnicze stowarzyszenie tancerzy w dionizyjskim transie. 


Powieść może więc spodobać się wielu czytelnikom, gdyż czytanie jej nie nuży i daje okazję do ucieczki od naszego świata przesiąkniętego techniką i pogrążonego w nieustannym pędzie. 







ZJ


Książka wydana przez Wydawnictwo Hollinari Publishing House