Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

wtorek, 28 maja 2013

Wyspa - Daria Dziedzic - recenzja


Biorąc do ręki tomik poezji Darii Dziedzic po raz kolejny trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jakim zjawiskiem jest liryka, co i w jaki sposób wyraża (a może powinna wyrażać...), a zwłaszcza zastanowić się, kiedy warto lub należy sięgać po trudniejsze teksty. Jednak ten tomik czyta się dość lekko, jest raczej liryką prozą, a nie klasyczną poezją z całym bagażem stóp, rymów, średniówek i pozostałych środków.


Zbiorek autorki ze Śląska ukazuje jak sugeruje tytuł i pierwszy wiersz świat tam, w stronie innej niż ten zwykły, wprawdzie szeroki, lecz bagnisty, gdzie należy mieć gumiaki... Tam panuje odmienny nastrój, a stan pogody zależy od stanu duszy. Wyspa staje się enklawą, na której wrażliwy człowiek pragnie ocalić czyste i niewinne dzieciństwo, wolność wyboru i świat wyobraźni. Aby w niego wejść, należałoby przekroczyć jakąś śluzę, aby spłukać z siebie obce i nieprzyjazne elementy.




Wiersze Darii Dziedzic, jak ogromną większość poezji, trzeba mieć w zasięgu ręki, aby sięgnąć po nie w chwili refleksji, zadumy nad własnym istnieniem w codziennym świecie. Wtedy na pewno odnajdzie się w nich cząstkę swego życia, wokół którego człowiek kręci się jakby niepewnie i często, niestety bez głębszej refleksji.


Dla miłośników Słowackiego czy Norwida lub Leśmiana, z pewnością, tomik Darii Dziedzic może stanowić niezbyt interesujący zbiór, jednak warto wejść w niego w chwili, gdy realny świat po raz kolejny nas rozczaruje.



Z.J.


Za tomik poezji dziękujemy Wydawnictwu



środa, 22 maja 2013

Ostre cięcie - Max Allan Collins - recenzja

Żyjemy w XXI wieku, czasie gdzie to Zachód napędza świat, a zarazem kreuje nasze zainteresowania. Każdy chce podążać za modą. Jednym z takim przykładów jest produkcja seriali, stacje telewizyjne coraz chętniej zachęcają do oglądania amerykańskich kryminałów, ale czy faktycznie mogą one zaciekawić polskiego widza? 

Chcąc się o tym przekonać swoją uwagę poświęciłam „Zabójczym umysłom”. Podchodząc do oglądania serialu dość sceptycznie, z odcinka na odcinek stawał się on jednym z ciekawszych seriali. Zaintrygowana historiami nie chciałam poprzestać na samym oglądaniu. Z tego też powodu bez wahania sięgnęłam po „Ostre cięcie” Maxa Allana Collinsa.


Zespół Jednostki Analiz Behawioralnych, w pełni oddany swojej pracy bez zastanowienia wyjeżdża do Lawrence, w celu udzielenia pomocy przy znalezieniu mordercy. Sprawa okazuje się nietypowa. Zabójstwa bezdomnych są dość dużym zaskoczeniem, w szczególności kiedy zostają oni znalezieni w czystych ubraniach, dodatkowo ofiary wyglądają na zadbanych. To jednak nie koniec. Akcja nabiera tempa w momencie, gdy zostaje porwana młoda dziewczyna. Mądra, ambitna i mieszkająca z rodzicami studentka. Agenci chcą za wszelką cenę przechytrzyć zabójcę, złapać go zanim popełni kolejną zbrodnię.


Max Allan Collins doskonale opisuje pracę profilerów FBI, ich zaangażowanie, sposób myślenia. Książka napisana językiem potocznym poszerza grono odbiorów, jednocześnie nie niszcząc przy tym swoich atutów.


„Ostre cięcie” to książka przeznaczona dla fanów kryminałów czy lubiących serial „Zabójcze umysły”, ale również dla osoby zaciekawionej wydarzeniami z otaczającego nas świata. Książka pełna napięcia, pochłonięta przeze mnie jednym tchem, w pełni spełniła moje oczekiwania, dlatego bez wahania mogę ją polecić.
 


Magda, lat 17



Książka wydana przez Wydawnictwo Oficynka

Za ciekawą lekturę dziękujemy Portalowi 




poniedziałek, 20 maja 2013

Patka i Pepe. Pierwsza zagadka - Aga Szczepańska - recenzja

Aga Szczepańska jest autorką kilku napisanych w duecie sensacyjnych książek m.in. z Katarzyną Gacek "Zabójczy spadek uczuć", "Dogrywka"  czy antologii "Mogliby w końcu kogoś zabić".

Książka "Patka i Pepe. Pierwsza zagadka" skierowana jest do młodego czytelnika tak: 7 plus. 

Młodzi bohaterowie spędzając ferie zimowe w górskiej scenerii rozwiązują przy okazji kryminalną zagadkę w domu wczasowym, w którym przebywają.

Książkę czyta się łatwo i przyjemnie, nie mogąc się doczekać zakończenia, którego wcale nie tak łatwo (zważywszy na wiek odbiorców) jest się domyślić.  

Już po tytule można sądzić, że przygody młodych bohaterów będą mieć swój ciąg dalszy i rzeczywiście na koniec "Pierwszej zagadki" dowiadujemy się: 

"Mali detektywi biegli niecierpliwie przodem, nawet nie przeczuwając, że niedługo na ich drodze stanie kolejna, dużo ciekawsza i trudniejsza zagadka." 

Lekturę mogę polecić każdemu młodemu czytelnikowi, lubiącemu przygody i zagadki. Duża czcionka i ciekawe ilustracje Marsiji, a także niewielka objętość zachęcą każdego nawet dopiero nabierającego wprawy w czytaniu małego człowieka. Sama z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg, choć lat mam dwa razy więcej niż bohaterowie ;).



Kora, lat 17



Książa wydana przez Studio Moema


Za lekturę dziękujemy Portalowi



piątek, 17 maja 2013

Prawo panny Murphy - Rhys Bowen - recenzja

Rhys Bowen to pseudonim autorki m. in. serii powieści o przygodach konstabla Evana Evansa. Swoją pisarską przygodę rozpoczęła w latach 90-tych. Dopiero cykl o śledztwach Molly Murphy utrzymał jej pozycję jako mistrzyni kryminału śledczego w stylu retro. 

"Prawo panny Murphy" autorka wydała we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc, a książkę na język polski przełożyła Joanna Orłoś-Supeł. 


Akcja powieści rozpoczyna się w irlandzkiej wiosce, z której pochodzi Molly. Dziewczyna nie należy do zbyt uległych i zawsze zaciekle broni swojego zdania i często pakuje się w tarapaty. Z całą pewnością jest to postać barwna i fascynująca. Już na początku dowiadujemy się, że w wyniku dokonanego przestępstwa, aby uniknąć śmierci bohaterka musi uciekać z domu... W wyniku zaskakujących wydarzeń Molly znajduje się na statku płynącym do Ameryki, chce tam rozpocząć nowe życie. Zanim jednak to się stanie musi udowodnić, że nie jest winna postawionego jej zarzutu. 


Stylistyka retro nadaje powieści niepowtarzalny klimat. Całość dopełniają zagadkowe przygody kryminalne. Czytałam tą książkę z przyjemnością czekając na dalszy rozwój wydarzeń.


Jeśli lubisz czytać o przebojowych dziewczynach, które nie tracą wiary i wszystkie sprawy prowadzą do końca, ta książka na pewno Ci się spodoba.

 


Ania S., lat 16




Książka wydana przez Oficynę Literacką Noir sur Blanc

Za ciekawą lekturę dziękujemy Portalowi






czwartek, 16 maja 2013

Sen pod baobabem - Tadeusz Biedzki - recenzja



Tadeusz Biedzki, przedsiębiorca, podróżnik i dziennikarz, od lat podróżuje wraz z żoną po świecie. Fascynują go kraje egzotyczne i Trzeci Świat. O tym właśnie opowiada książka "Sen pod baobabem". Autor opisuje tu swoje przeżycia z podróży do północno- zachodniej Afryki.

Książka przepełniona jest opisami życia i mentalności ludzi z Czarnego Lądu. Opowiedziane są tu nie tylko historie ludzi czarnoskórych, lecz także Europejczyków, którzy zamieszkali w Afryce, niekoniecznie z własnej woli. Autor odwiedza wiele fantastycznych wiosek, poznaje wielu ludzi, którzy opowiadają mu o swojej przeszłości i zwyczajach. Książka jest głównie podróżnicza. Tadeusz Biedzki zwiedzając nawet bardzo niebezpieczne miejsca Afryki opowiada nam o tym, jak żyją mieszkający tu ludzie. Książka ma jednak również charakter przygodowy - przez całą lekturę przewija się postać Xaviera. Jest on osobą niebezpieczną, przysparzającą małżeństwie wiele problemów.

Książki podróżnicze są moim ulubionym gatunkiem, dlatego też bardzo chętnie sięgnęłam po tę książkę. Uwielbiam opowieści o ludziach zamieszkujących Afrykę. Wydaje mi się, że jednak nie odważyłabym się tam pojechać. Mimo, że można tam spotkać wiele gościnnych i otwartych ludzi, Afryka, którą opisuje Biedzki jest pełna śmieci, brudu i chorób. Mnie osobiście najbardziej podobała się część o Tauregach - niebieskich rycerzach. Fascynujące jest to, że przemierzają Saharę, wiedząc dokładnie w którą stronę zmierzać - ludzie wolni jak ptak. Również historia o matce, która chciała oddać Biedzkim swoją córkę, by miała szansę dorastać w dobrych warunkach była poruszająca.

Jest to bardzo dobra książka dla ludzi lubiących dowiedzieć się więcej o świecie Afryki. O ludziach, którzy nie przejmują się jutrem, którzy są w stanie czekać godzinami, nie wstydzą się swojej biedy, odpoczywają mimo tego, że nie pracują. Szczerze polecam tę książkę każdemu. Przedstawia ona ludzi, których życie codzienne jest nam bardzo odległe.


Risshy, lat 17


Za książkę dziękujemy Wydawnictwu



środa, 15 maja 2013

Znad Niemna przez Odrę nad Sekwanę - Marian Dziwniel - recenzja


"Znad Niemna przed Odrę nad Sekwanę” autorstwa Mariana Dziwniela jest połączeniem jego autobiografii oraz historii z lat 1945-1981.

Autor bardzo swobodnie opisuje dzieje swojego życia. Marian Dziwniel urodził się w przełomowym 1945 r., w polskiej rodzinie lecz zamieszkującej poza granicami Polski, a mianowicie na terenie Białoruskiej SRR. Od najmłodszych lat był wychowywany w oporze wobec systemu komunistycznego. Jednocześnie przyglądał się z bliska najbardziej bandyckim metodą, jakimi tenże się objawiał. W latach 50 trafił do Świdnicy, gdzie obserwował upadek PRL-u lecz sam jej koniec doczekał będąc na terenach Francji.

Książka wywarła na mnie nie małe wrażenie. Wydarzenia z tamtych lat są świetnie opisane. W książce zawarte są także prywatne zdjęcia z życia autora oraz zdjęcia dokumentów. Niestety miałam problemy z wieloma pojęciami z tamtego okresu i czasami sięgnięcie po słownik było wręcz konieczne.

"Znad Niemna przed Odrę nad Sekwanę” pomimo trudności ze słownictwem z okresu wojennego okazała się świetną lekturą. Książka jest odpowiednia dla historyków jak i dla każdego czytelnika zainteresowanego przeszłością Polski.




 

Oktawia,16 lat


Za książkę dziękujemy Wydawnictwu

wtorek, 14 maja 2013

Chłopak z wakacji - Mariola Peisert - recenzja



Mariola Peisert jest autorką, która napisała takie utwory jak "Wielkanoc", "Renifer Świętego Mikołaja". Jej kolejnym dziełem jest "Chłopak z wakacji", który jest dramą romantyczną.

Książka pod tytułem "Chłopak z wakacji" rozpoczyna się, gdy piętnastoletnia Marta wraz z matką i siedmioletnim bratem postanowiła wyjechać na wakacje, aby odpocząć od rzeczywistości, w której jej rodzice się rozwiedli. Na przystanku autobusowym spotkała Maćka, który jest w podobnej sytuacji, by następnie spotkać go w tym samym ośrodku. Na początku nic do niego nie czuła, a nawet nie lubiła go specjalnie dopiero po pewnym czasie zaczęła coś do niego czuć, lecz on ukrywał coś przed nią....

Książkę łatwo się czyta, nie zawiera dużo porównań, jest ciekawa i przede wszystkim krótka. W utworze mogą was zaintrygować opisy miejsc w których znajduje się główna bohaterka. Moim zdaniem pomimo tylu plusów można dostrzec tyle samo minusów jeśli nie więcej.

Pomimo tego, że Panna Peisert nie jest początkującą pisarką można odnaleźć w powieści wiele błędów językowych i stylistycznych takich jak: „Chociaż nie byłam zadowolona, że Maciek na mnie fuka, jakoś mile połechtała mnie nie tylko jego troskliwość, co bliskość trzymania się mnie” co oczywiście może wynikać z niedopracowania edytorskiego i nie być winą autorki. Nie jest to język, którym można się posługiwać w książkach. Bohaterowie są mało interesujący, tak samo jak akcja, nawet okładka nie spełnia przypisywanej jej funkcji.

Podsumowując nie polecam tej książki, ale jeśli już ktoś chce ją przeczytać, informuję, iż jest ona skierowana do nastolatków.


Sonia Tantush, 18 lat


Za książkę dziękujemy Wydawnictwu

piątek, 10 maja 2013

Gringo wśród dzikich plemion - Wojciech Cejrowski - recenzja



Recenzja została wyróżniona w "Konkursie na recenzję książki podróżniczej"


Kiedy dowiedziałam się o konkursie na recenzję książki podróżniczej, głęboko się zastanowiłam nad pytaniem, czy ja w ogóle znam ten rodzaj literatury? Przypomniałam sobie, że dzieciństwie poznałam książkę Centkiewiczów pt. „Odarpi, syn Egigwy”. Ale ten utwór opowiadał o dorastaniu chłopca w skrajnych warunkach Dalekiej Północy. Mało mówił o samym podróżowaniu. Potem fascynowałam się książkami Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego. Ten cykl z kolei miał charakter bardziej przygodowy niż podróżniczy.

Nagle - eureka! Przypomniałam sobie, że niedawno kupiłam pozycję autorstwa Wojciecha Cejrowskiego pt. „Gringo wśród dzikich plemion”. To klasyczny przykład literatury podróżniczej. Kupiłam książkę przypadkiem, raczej ze względu na nazwisko autora niż z zachwytu nad skromną okładką. Z Cejrowskim zetknęłam się najpierw na szklanym ekranie jako realizatorem audycji przyrodniczych. Bardzo mi się one podobały, bo w nietypowy sposób pokazywały dalekie krainy na odległych kontynentach. Zawsze przekorne, pełne humoru i zaskakujących puent przybliżały krajobraz i warunki życia nieznanych stron. Zaintrygowana słowami rodziców o burzliwej młodości autora reportaży – tata wspominał go jako „pierwszego kowboja Rzeczypospolitej” – zainteresowałam się bliżej jego osobą. Okazał się medialną personą telewizyjną i radiową oraz komentatorem wydarzeń politycznych. Ta sfera działalności pana Wojtka mniej mnie interesowała. Znacznie ciekawsze wydawały się jego osiągnięcia jako podróżnika. Ze zdumieniem odkryłam, że zna kilka języków i odbył 60 wypraw do krajów na 6 kontynentach. Choć swoje podróże dokumentuje głównie na taśmie filmowej, jest też autorem opowiadań o charakterze krajoznawczym. Jakoś mi to nie pasowało!

Ciekawa, jak bohater reportaży o egzotycznych krainach sprawdził się jako pisarz, zabrałam się do lektury. Książkę przeczytałam bardzo szybko. Była fascynująca. Składała się z krótkich wspomnień obieżyświata z wypraw do egzotycznych krajów takich jak Wenezuela, Panama czy Kolumbia. Każdy rozdział dotyczył innego państwa. Każdy był zakończony dygresją na temat różnego pojmowania świata przez białego człowieka – gringo i rdzennych mieszkańców dżungli. A wszystko okraszone przednim dowcipem i humorem.

Poszczególne reportaże zawierały opisy paradoksalnej i absurdalnej rzeczywistości. Jako przykład niech posłużą sprawozdania z wypraw do krajów Ameryki Środkowej, gdzie podróżnik uciekał się do śmiesznych podstępów – w rodzaju pieczątki w polskiej legitymacji ubezpieczeniowej, pełniącej rolę rzekomego paszportu, aby wjechać do Hondurasu. Urzekł mnie też dystans Cejrowskiego do europejskiej kultury i mentalności, a także własnej osoby. Niewiele osób stać na opis własnego strachu i jego konsekwencji pod lufą karabinu (przygoda w Gwatemali). Nawet pozornie niezwiązane z tematem dygresje na temat np. motyla stają się dla pisarza okazją do zaskakujących przemyśleń na temat wpływu języka na mentalność szarego człowieka. Dzięki temu książka nabiera filozoficznego charakteru. To filozofia dowcipna, pełna puent zaskakujących pewnie nawet samego autora. Mnie na zawsze utkwi
w pamięci obrazek leżącego w hamaku Indianina, który patrzy przed siebie. Nie myśli o zmartwieniach, głodzie, walącej się chacie, tylko delektuje się chwilą i błogą teraźniejszością. Jakie to egzotyczne myślenie, obce nam, Europejczykom. Takie opisy przenoszą czytelnika w zupełnie inny świat. Dają wytchnienie od codzienności i nastrajają optymistycznie.

Książka, mimo braku dialogów, nie męczy czytelnika. Prowadzi go przez nieznany świat pogodnie i pewnie. Pisarz ma unikalny dar ubierania emocji i zdarzeń w obrazowy język żywo przemawiający do odbiorcy. Czytając reportaże, czułam się, jakbym wszystkie obrazy widziała i słyszała odgłosy dzikiego świata, a nawet czuła jego zapach. Niewątpliwie jest to przykład lektury pasjonującej, ale też inspirującej do życiowych rozważań. Fantastyczna opowieść, pełna spontaniczności i pasji przygody. Należy się autorowi podziw za odwagę przebywania z Dzikimi, zwłaszcza z plemieniem Kuna i umiejętność lekkiego, humorystycznego pisania.

Żałowałam, że tak szybko skończyłam lekturę. Ale moja przygoda z Cejrowskim, jako pisarzem, nie kończy się. Czekają inne pozycje, jak choćby „Rio Anakonda”.

Polecam ich przeczytanie tym, którzy, nie ruszając się z domu, chcą poznać szeroki świat. Czy nowa przygoda z panem Wojtkiem będzie równie udana? Przekonajcie się sami!





Cirilla, lat 19




Książka wydana przez Wydawnictwo Bernardinum