Pewnego dnia przyszedł do mnie...- Mariusz Wieteska - recenzja



Opowieść  „Pewnego dnia przyszedł do mnie…” Mariusza Wieteski, autora dotąd mi nieznanego, to wizja sytuacji do siebie podobnych, lecz rozgrywanych na różnych scenach. 

Starożytna Judea oraz XX-wieczna Barcelona. W obydwu częściach poznajemy relacje między trojgiem osób, Marią, Christianem i Magdaleną oraz Maryją, Jezusem i Józefem. Opowiedziana z różnej perspektywy. Każdy bohater z pozoru tą samą sytuację odbiera inaczej. Niech nie zmyli nas wątek Jezusa, jest to wymyślona historia, która bardzo odbiega od tej przedstawionej w Biblii. Ukazana jest ona w innym, zaskakującym i nieznanym nam świetle. 

Pierwsza część książki rozgrywa się w Barcelonie. Poznajemy Marie, matkę, która poświęciła się dla swojego chorego syna. Po jego śmierci wstydzi się za niego i jego czyny, mimo to bezgranicznie go kocha i próbuje się pogodzić z rzeczywistością.

W drugiej części przenosimy się do Judei: z pozoru idealna relacja matki z synem, pokazująca wielką miłość. Jednak Jezus, człowiek będący autorytetem, grzeszy. Maryja próbuje się z tym pogodzić, mimo to po jego śmierci zaczyna wątpić w swoją wiarę.

Książka ukazuje jak wielki jest ból po stracie dziecka oraz jaka może być miłość rodzica do swojego dziecka. Choć czasy są bardzo od siebie oddalone to jednak podobieństwo okoliczności sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad skutkami przeszłości. 

Książka krótka, w sam raz do czytania w podróży. Z pewnością przypadnie do gustu osobom, które chcą wyciągnąć z niej pewne wnioski i zastanowić się nad samym sobą oraz otaczającym ją światem.



Magda, lat 16




Za książkę dziękujemy Wydawnictwu 



Komentarze