Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

piątek, 30 września 2016

Joyland - Stephen King - recenzja

"Joyland" to moje kolejne spotkanie z twórczością Stephena Kinga. Muszę przyznać, że nieco sceptycznie podchodzę do książek tego autora. Jest to czwarta pozycja, którą przeczytałam. Jeżeli chodzi o poprzednie trzy, najbardziej podobała mi się "Carrie". Teraz przyszedł czas na "Joyland", który od dawna stoi na mojej półce.

Devin Jones to dwudziestojednoletni chłopak, który właśnie przeżywa miłosny zawód. W czasie wakacji zatrudnia się w lunaparku "Joyland". Z czasem zaczyna interesować się tajemniczym morderstwem sprzed lat, do którego doszło w tym miejscu, a które nie do końca zostało wyjaśnione. Zagadka nie daje mu spokoju. Tym bardziej, że krąży legenda o duchu zabitej dziewczyny, który pojawia się w Strasznym Dworze...

Kiedy zaczynałam przygodę z "Joylandem" czułam się tą lekturą bardzo przygnębiona. Było mi żal głównego bohatera. Świadomość tracenia miłości, złamane serce, tęsknota za drugą osobą, są przykrymi doświadczeniami, których nikt nie chciałby przeżywać. Naprawdę czułam się zdołowana i po około stu stronach musiałam zrobić sobie przerwę. Na szczęście powróciłam do czytania i bardzo się wciągnęłam w fabułę. Najbardziej podobał mi się ten dreszczyk emocji i napięcie, które zaczęło mi towarzyszyć od tej pory. Przez cały czas dało się wyczuć nutę mrocznej tajemnicy, która wciąż wisiała w powietrzu. Myślę, że właśnie to najbardziej przekonało mnie do tej powieści.

"Joyland" to nie tylko thriller. To także historia o dojrzewaniu, o życiowych problemach, o przemijaniu. Zawiedziona miłość to jedno z najsmutniejszych uczuć, jakie może spotkać młodego człowieka na jego drodze. Zresztą, nie tylko młodego. Jednak jest to czas, w którym zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, analizuje pewne sytuacje, wydarzenia i z pewnością wpływa to na jego decyzje w przyszłości, na dojrzewanie. Często też choroba, która spada na bliskich jak grom z jasnego nieba powoduje, że inaczej zaczynamy patrzeć na świat. To samo dotyczy osoby dotkniętej tym nieszczęściem bezpośrednio. Ona również spogląda na wiele spraw pod innym kątem. Mając świadomość przemijania, czasami nawet w bardzo młodym wieku, chcemy wziąć z życia jak najwięcej. Cieszyć się nim każdego dnia, bo nigdy nie wiadomo, czy ten dzień nie jest naszym ostatnim...

Co do samej książki chyba jednak wolę horrory w stylu "Carrie". Chociaż "Joyland" spodobał mi się, znowu czuję, że czegoś mi tutaj zabrakło i nie umiem dokładnie określić, czego. Być może spodziewałam się, mimo wszystko, bardziej przerażającej lektury i stąd to uczucie. Owszem, daje o sobie znać ta nuta grozy, ale to nie do końca to. Niemniej jednak to książka warta uwagi.

"Joyland" Stephena Kinga jest zatem nie tylko dobrym thrillerem, w którym daje się wyczuć mroczny i tajemniczy klimat, chociaż rzecz dzieje się w wesołym miasteczku. To, jak już wspomniałam, historia niosąca ze sobą wiele ważnych życiowych elementów, nad którymi warto zastanowić się przez chwilę. Polecam ją, oczywiście, fanom twórczości autora, jak również innym, którzy poszukują ciekawej lektury z lekkim dreszczem emocji, ale niekoniecznie czystego horroru.

Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka


czwartek, 29 września 2016

Królowie Dary - Ken Liu - recenzja

Długi czas zajęło mi czytanie "Królów Dary". Całe szczęście nie było to winą książki, a jedynie innymi obowiązkami. Od samego początku byłam bardzo zainteresowana jej fabułą. Jest to jedna z tych książek, od których nie można się oderwać.

Dwóch głównych bohaterów. Wspólny cel. Każdy z nich pragnie wolności dla swojego kraju. Absolutna i okrutna władza cesarza jest udręką dla wszystkich mieszkańców. Strach paraliżuje każdego. Kuni Garu oraz Mata Zyndu chcą odmienić ich i swoje losy. Czy uda im się to osiągnąć?

"Królowie Dary"
to wielowątkowa i bardzo rozbudowana powieść, która wciąga bez reszty. Napisana jest w taki sposób, że koniecznie chce się poznać dalsze losy bohaterów (swoją drogą są oni świetnie wykreowani - zwłaszcza Mata Zyndu i Kuni Garu). Nie jeden raz zaskakuje zwrotem akcji. Jestem zachwycona fabułą i niesamowitym światem przedstawionym. Wszystko jest dopracowane w największym stopniu. Czytając tę książkę nie sposób nie wyobrażać sobie stworzonej przez autora rzeczywistości. Uwielbiam tego typu powieści. Lubię, gdy książka od samego początku nie daje mi o sobie zapomnieć. Od tej nie sposób się oderwać. Daję jej za to dużego plusa.

Muszę przyznać, że moją uwagę najbardziej przykuła żądza władzy. Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, jak może ona zmienić człowieka. Niestety, mało jest ludzi, którzy nie zatracili siebie mając możliwość panowania. Bardzo dobrym przykładem jest zachowanie jednego z bohaterów - Huno Krimy. Często nawet ci najbardziej praworządni dają się kusić perspektywami władzy. To temat, który jest zawsze na czasie. Dlatego uważam, że warto sięgnąć po "Królów Dary".

Duch walki o wolność w klimacie fantastycznego Orientu, to dla mnie nowość i właśnie ta nowość okazała się strzałem w dziesiątkę. Z pewnością sięgnę po kolejną część cyklu "Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu". Póki co serdecznie zachęcam do zabrania się za "Królów Dary". Ta powieść z pewnością spodoba się fanom gatunku, a także wszystkim, którzy lubią rozbudowaną fabułę w niecodziennym klimacie. Polecam.


Merry


Książka wydana przez


środa, 28 września 2016

Naśladowca - Erica Spindler - recenzja

Erica Spindler to amerykańska pisarka thrillerów romantycznych. Właśnie w Wydawnictwie HarperCollins ukazała się jej najnowsza książka "Naśladowca".

Trzy małe dziewczynki zostają zamordowane we własnych łóżkach, a sprawca nie zostaje złapany, co staje się osobistą porażką detektyw Kitt Lundgren. Po pięciu latach "Morderca Śpiących Aniołków" wraca nagle i znów zaczynają ginąć dzieci. Sprawą zajmuje się ambitna detektyw Roggio, która z wielkim oporem przystaje na współpracę z Kitt. Z biegiem czasu okazuje się ona zaskakująca dla obu stron...

Książkę czyta się łatwo przez lekki styl autorki. Akcja wciąga i chcemy jak najszybciej poznać sprawcę. Ciekawy jest tez wątek dwóch policjantek. Jedna po przejściach, straciła właściwie wszystko, co w życiu ważne: rodzinę, dom, zaufanie w pracy. Jednak się nie poddaję i próbuje stanąć na nogi. Druga młoda i ambitna, bardzo czuła na swoim punkcie. Ma już dość, cotygodniowych obiadów rodzinnych z mamą i braćmi. Na szczęście na horyzoncie pojawia się ciekawy mężczyzna.

Lekturę tej powieści mogę polecić jak najbardziej osobom lubiącym thrillery, na coraz dłuższe jesienne wieczory.



KB, lat 17



Książka wydana przez Wydawnictwo


wtorek, 27 września 2016

Ring - Koji Suzuki - recenzja

Sięgnęłam po tę książkę zaintrygowana recenzją Olgi z Wielkiego Buka. Wcześniej nawet nie słyszałam, że słynny film "The Ring" powstał na podstawie powieści. Ekranizację widziałam kilka lat temu i owszem, była dość przerażająca, ale nie stała się moim ulubionym horrorem, dlatego tym chętniej sięgnęłam po książkę.

Krótko o treści. W dziwnych okolicznościach ginie czwórka nastolatków. Każde z nich zmarło tego samego dnia i o tej samej godzinie. Sprawą zaczyna interesować się Asakawa, wujek jednej z ofiar. Odkrywa, że młodzież tydzień przed śmiercią przebywała w pewnym ośrodku wypoczynkowym. Postanawia pojechać do tego miejsca i szukać poszlak. Trafia na tajemniczą kasetę, na której nagrana jest straszna klątwa. Po jej obejrzeniu rozpoczyna się jego walka o życie. Na wygraną ma tylko siedem dni...

Naprawdę trudno mi pisać o moich wrażeniach po przeczytaniu tej książki. Wywołała we mnie tyle emocji, że nie wiem, od czego zacząć. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to przerażenie. Wielkie brawa dla autora za stworzenie powieści tak strasznej, a która nie ma w sobie krwawych scen. Chyba żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie działała na moją wyobraźnię tak, jak właśnie "Ring". Wraz z głównym bohaterem przeżywałam presję czasu tym bardziej, kiedy gra zaczynała toczyć się nie tylko o jego życie. Ponadto wizja zbliżającej się nieuchronnie śmierci mroziła krew w żyłach. Otóż sprawczynią tajemniczej klątwy była Sadako. Mogę zdradzić, że dziewczyna posiadała nadprzyrodzone zdolności, ale jakie, o tym już nie napiszę. Przyznam, że gdy czytałam fragmenty poświęcone tej postaci, przechodziły mnie dreszcze. Perspektywa, że za czyjąś śmierć odpowiada ktoś, kto ma tak przerażające możliwości paranormalne, sama w sobie napełniała strachem. Co tu dużo pisać. Przez całą lekturę daje się wyczuć grozę i niebezpieczeństwo. W końcu walka o życie z czymś, czego nie sposób przechytrzyć, nie jest niczym przyjemnym.

Na pewno na wielki plus zasługuje to, że akcja jest niebywale wciągająca. Czy ktoś byłby w stanie oderwać się od kart powieści, gdy życie głównego bohatera może skończyć się już za moment w tajemniczych okolicznościach? Oprócz tego rozwiązywanie mrocznej zagadki przez Asakawę i jego przyjaciela jest jak układanie puzzli, a patrząc na to, do czego dochodzili, trzeba by to porównać z naprawdę skomplikowanymi puzzlami. Jedna wskazówka do drugiej i było się coraz bliżej odczynienia klątwy. To również sprawiło, że książkę czytało się bardzo szybko i nie sposób było się od niej oderwać.

Wiecie, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie? Zakończenie. Końcówka, która dopiero powaliła na łopatki. Przynajmniej mnie. Wydawałoby się, że po wielkim wysiłku wreszcie wszystko będzie dobrze. Ale nie... Nie napiszę, o co dokładnie chodzi. W każdym razie dla mnie był to szok, kiedy okazało się, że nie do końca zagadka została rozwiązana na czas. Ostatnie zdania powieści pozostawiają czytelnika ze znakiem zapytania w głowie. Uda się, czy się nie uda?

"Ring" to horror, który z pewnością należy do tych najbardziej przerażających i szokujących. To książka, której nie polecam osobom o słabych nerwach. Czytanie jej przed snem może powodować bezsenność. Z kolei fanów gatunku zachęcam do lektury. Uważam, że spodoba się wszystkim czytelnikom, którzy lubią straszne, wywołujące gęsią skórkę historie.


Merry

Książka wydana przez Wydawnictwo Znak

niedziela, 25 września 2016

Błahostka i kamyk - Ewa Nowak - recenzja

Kiedy w bibliotece szkolnej zauważyłam nową książkę pani Ewy Nowak, nie zastanawiałam się ani chwili, od razu ją wypożyczyłam. Nawet nie wiedziałam o czym jest, po prostu „brałam w ciemno”.

Ewa Nowak książki dla młodzieży pisze od kilkunastu lat. Jest autorką serii „Miętowej” i powieści takich jak „Bransoletka”, „Nie do pary”.

„Błahostka i kamyk” to jej najnowsza powieść. Głowna bohaterka – Marlena straciła rodziców. W ciągu roku szkolnego mieszka z dziadkiem, wakacje spędza u wujka i jego żony w Kanadzie. Dziewczyna cały czas obwinia się o śmierć rodziców, a demony przeszłości nie dają jej spokoju. W wakacje, przed rozpoczęciem nowej szkoły, w Kanadzie poznaje przystojnego Thomasa, który jednak nie okazuje się być „tym jedynym”. Po powrocie do Polski, jedzie na obóz, gdzie poznaje Tomka. Chłopak jednak w momencie kiedy dziewczyna najbardziej go potrzebuje, pokazuje swoje prawdziwe oblicze i odwraca się od niej. Jest też Olaf, na którego dziewczyna w ogóle nie zwraca uwagi, lecz gdy Marlena poznaje jego mamę, od razu zmienia podejście do niego. Nastolatka ewidentnie pogubiła się w życiu. A na dodatek jej ciotka, a za razem najlepsza przyjaciółka, odchodzi od jej wuja i układa sobie życie na nowo. Dziadek, kocha ją całym sercem, jednak nie za bardzo potrafi zrozumieć dojrzewającą nastolatkę. Jedyna osoba której Marlena tak naprawdę może się zwierzyć to Waleria. Ona jedyna ją rozumie, bo też straciła najważniejszą osobę w swoim życiu…

Czy Marlena w końcu odnajdzie się w swojej sytuacji? Jaką rolę w tym wszystkim odegra mama Olafa? Co w tej całej historii robi Kinga – pielęgniarka z osiedlowej przychodni - i skąd zna sekret dziewczyny? Tego dowiecie się czytając książkę pani Ewy Nowak.

Epilog... hmm... trochę mnie zadziwił. Ale jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego, musicie poznać główną bohaterkę. Okazuje się, że człowiek w ciągu trzech lat może zmienić się diametralnie, zauważyć wszystkie swoje błędy i zamienić je w coś dobrego.

Powieść ta podejmuje bardzo ważne tematy. Znajdziecie w niej wiele psychologicznych wskazówek, będziecie mieli okazję wczuć się w rolę Marleny i zastanowić się co tak naprawdę jest w życiu ważne. Zobaczycie, że problem który wydaje Wam się „największy na świecie” z perspektywy czasu okazuje się błahostką. Przekonacie się, że nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać.

Książka adresowana jest do starszych nastolatków, młodsi nie zrozumieją buntowniczej postawy Marleny.

Po lekturze tej książki, znów utwierdziłam się w przekonaniu, że książki pani Nowak, są idealne dla młodzieży, która dopiero wyrabia sobie swój własny system wartości. Polecam, na długi jesienny wieczór. Na pewno nie będziecie żałować!


Weronika, 17 lat


Książka wydana przez Wydawnictwo


czwartek, 22 września 2016

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia - Katy Colins - recenzja

Wakacje już się skończyły, ale nie przeszkadza to w sięgnięciu po książkę, dzięki której przez chwilę można poczuć letni klimat. Któż by nie chciał przenieść się czasami w egzotyczne miejsce, żeby odpocząć od otaczającej nas rzeczywistości? Ale co zrobić, jeśli wyjazd na drugi koniec świata wcale nie okazuje się odskocznią od problemów?

Georgia nagle traci grunt pod nogami. Zamiast zostać panną młodą, dowiaduje się, że narzeczony zdradza ją, a w dodatku jego kochanka spodziewa się dziecka. Niestety, to nie koniec kłopotów. Kobieta traci pracę. Za namową przyjaciółki postanawia wyjechać do Tajlandii i oderwać się od wszystkiego. Wydawałoby się, że to świetny pomysł, ale czy aby na pewno?

Główna bohaterka jest chyba najbardziej pechową postacią, jaką poznałam. Siła złego na jednego. Kiedy przyglądałam się, jakie figle los jej płata, byłam naprawdę załamana. Bo ile można? Wiadomo, życie różnie się plecie. Raz jest dobrze, a raz źle, ale tutaj źle przechodziło na zmianę w bardzo źle. Porażka za porażką. Nie mogłam doczekać się momentu, kiedy wreszcie Georgia odnajdzie utracone szczęście. Szczerze jej tego życzyłam po tych wszystkich niefortunnych przygodach. Jednak mimo tego, że bohaterce wiatr wiał w oczy, nie poddała się. Doceniam ją za ten upór i wytrzymałość w dążeniu do celu i pokazywaniu, że pomimo wszystko da radę. Takie postępowanie zdecydowanie należy pochwalać.

Ta historia pokazała mi, że w życiu nie należy się poddawać. Napotykamy różne trudności, z którymi przychodzi nam się zmierzyć. Poznajemy ludzi, którzy na nas oddziałują. Jedni są postaciami negatywnymi, drudzy pozytywnymi, ale każdy z nich ma wpływ na nasze dalsze decyzje i postrzeganie świata. Wszystko, co przeżywamy odbija się na naszej przyszłości. Często można zauważyć, że niektóre wydarzenia mają miejsce, abyśmy uczyli się na błędach i potrafili poradzić sobie z podobnymi sytuacjami w przyszłości. Przykładem osoby, która się o tym przekonała, jest właśnie Georgia. Jej przemiana, jaka dokonała się za sprawą odważnej wycieczki, zaowocowała innym zachowaniem w pewnych momentach, co, oczywiście, jest zmianą na lepsze. Zdobyła pewność siebie, której jej brakowało i mogła stawić czoła kolejnym przeciwnościom losu.

O samym czytaniu "Biura Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" mogę napisać, że jest to bardzo przyjemna lektura, którą pochłania się w bardzo szybkim tempie. Miałam tutaj do czynienia z czymś, co bardzo w książkach lubię, czyli krótkie rozdziały, które w dodatku noszą ciekawe tytuły. Poza tym sama akcja jest wciągająca, co również wpływa na przyjemność z czytania. Przecież każdy chciałby dowiedzieć się, czy Georgii uda się wreszcie odpędzić zły los i stanąć na nogi.

Katy Colins stworzyła bardzo ciekawą historię, której czytanie nie tylko sprawia radość, ale również niesie ze sobą przesłanie o tym, aby się nie poddawać. To książka, w której pomimo wielu przykrości, jakie dotknęły główną bohaterkę, jest sporo humoru. Nie bez powodu na okładce znajdziecie porównanie do słynnej Bridget Jones. "Biuro Podróżny Samotnych Serc. Kierunek: Tajlandia" polecam wszystkim czytelnikom, którzy mają ochotę na coś lekkiego w wakacyjnym klimacie, a także tym, którzy ostatnio utracili wiarę w siebie. Ta książka z pewnością da Wam nadzieję na lepsze jutro.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo




środa, 21 września 2016

Żyj szybko, kochaj głęboko - Samantha Yong - recenzja

Autorką książki pod tytułem "Żyj szybko, kochaj głęboko" jest Samantha Yong. Wiele swoich bestsellerowych powieści napisała o tematyce miłosnej.

Książka utrzymana jest w bardzo tajemniczym nastroju. Z początku wydaje się, że będzie opisywać imprezowe życie dwóch studentek, ale niedługo wychodzi na jaw, co będzie się działo. W tej niesamowitej powieści nie dominuje jedna miłość, ale kilka. Chociaż autorka skupia się na jednym bardzo burzliwym uczuciu, nie jest to zwykła romantyczna książka. Pełna zwrotów akcji i niespodzianek. 

Na początku pogubiłam się troszeczkę, ponieważ Samantha wprowadza wydarzenia z przeszłości, ale szybko się do tego przyzwyczaiłam. Nie mogłam oderwać się od książki. Dręczyło mnie, co takiego zrobił Jake, że tak bardzo zranił Charely? 


Lektura "Żyj szybko, kochaj głęboko" bardzo mi się spodobała, mogę nawet przyznać, że dołączy do listy moich ulubionych. Szybko utożsamiłam się z główną bohaterką, i nie spodziewałam się takiego zakończenia. Moim zdaniem książka przypadnie do gustu każdemu, a na pewno płci pięknej.


Paula, lat 17


Książka wydana przez Wydawnictwo