Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

piątek, 24 lutego 2017

Głębia osobliwości. Parabellum. Tom 3 - Remigiusz Mróz - recenzja

Parabellum... Cudowne Parabellum. Przepadłam bez reszty czytając wszystkie jego części. Uwielbiam Remigiusza Mroza za to, co stworzył. Cały cykl przeczytałam jednym tchem. Nie dało się zrobić przerwy po pierwszym tomie, a trzeci, czyli właśnie "Głębia osobliwości" powalił mnie na łopatki.

To dalsze losy bohaterów poznanych w "Prędkości ucieczki" i "Horyzoncie zdarzeń". Bronek próbuje dostać się na zachód Europy, aby dołączyć do formujących się polskich oddziałów. Maria staje się świadkiem dziwnych i przerażających zdarzeń mających miejsce w pewnym niemieckim domu. Staszek trafia do obozu koncentracyjnego, gdzie każdego dnia uważa na czyhającą zewsząd śmierć. Natomiast Christian Leitner musi zmierzyć się sam ze sobą...

Często bywa tak, że kolejne części jakiegoś cyklu, są o wiele słabsze od pierwszej. Nie tym razem. Moim zdaniem "Głębia osobliwości" to, pod każdym względem, najlepszy tom Parabellum. Dzieje się tutaj najwięcej. Jest mnóstwo zwrotów akcji. Ogrom zaskakujących momentów, które wbijają czytelnika w fotel z wielkimi oczami ze zdziwienia. Nie byłam w stanie się od niej oderwać. Czy trzeba pisać, że jest to wielka zaleta tej książki? Chyba nie.

Co do samych bohaterów, uwielbiam ich od pierwszych stron, od samego poznania. Oczywiście, Christan Leitner nadal jest bardzo intrygującą i tajemniczą postacią, ale tym razem wygrywają jednak Staszek i kapitan Obelt. Zdecydowanie. To, co obaj przeżywają na kartach tej powieści jest czymś niewyobrażalnym i wymagającym ogromnej odwagi, determinacji i chęci życia. Poza tym ich losy dokładnie obrazują warunki, w jakich musieli żyć więźniowie obozów koncentracyjnych. Coś potwornego i nieludzkiego. Ponadto zachowanie wielu esesmanów też daje wiele do myślenia. Mam wrażenie, że ci ludzie byli pozbawieni jakichkolwiek uczuć. Nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę w stanie zrozumieć takiego postępowania, bo fakt o szerzącej się nazistowskiej propagandzie, nie jest dla mnie najbardziej trafionym argumentem. To kolejny powód, dla którego naprawdę warto sięgnąć po tę powieść.

Już tęsknię za tą historią. Parabellum to mój czytelniczy faworyt ubiegłego roku. Chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów, bo bardzo się z nimi zżyłam. "Głębia osobliwości" to, jak już wcześniej wspomniałam, najlepsza część całego cyklu. Wywołała we mnie mnóstwo emocji. Momentami miałam łzy w oczach, co rzadko zdarza mi się w trakcie lektury. Najsmutniejsze były dla mnie fragmenty, kiedy już myślałam, że będzie dobrze, a tu nagle nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale to też sprawiło, że książka jest niesamowita. Innym razem odetchnęłam z ulgą, aby za moment wpaść razem z bohaterami w wir zdarzeń, które są doprawdy zaskakujące. To wszystko sprawiło, że jestem w tej powieści po prostu zakochana.

Wszystkim gorąco polecam tę wspaniałą książkę, jak i dwa poprzednie tomy Parabellum. Wspaniała historia wojenna, o przetrwaniu, miłości, determinacji. O podejmowaniu ważnych decyzji, walce z wrogiem, ale często też z samym sobą. Mnie "Głębia osobliwości" chwyciła za czytelnicze serce.



Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Czwarta Strona

środa, 22 lutego 2017

Dygot - Jakub Małecki - recenzja

Jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że "Dygot" Jakuba Małeckiego to bardzo dobra książka. Prawdę powiedziawszy rzadko sięgam po tego typu literaturę, ale postanowiłam zrobić wyjątek, tym bardziej, że już czeka na mnie najnowsza powieść autora.

Polska prowincja. Przestrzeń kilkudziesięciu lat, kilku pokoleń. Jan Łabendowicz odmawia pomocy uciekającej Niemce. Ta rzuca na niego klątwę. Wkrótce na świat przychodzi syn Jana, jednak nie jest to zwykłe dziecko. Nienaturalnie blade. Białe włosy. Jak to bywa w okrutnym świecie, Wiktor szybko staje się tematem plotek, obiektem drwin, wyzwisk i tym podobnych. Tymczasem córkę Bronka Geldy dosięga klątwa Cyganki. Emilka zostaje ciężko poparzona. Na życie zarówno Łabendowiczów, jak i Geldów wpływa wiele sytuacji, zdarzeń, a także przepowiedni. W końcu obie rodziny łączą się w dość nieoczekiwany sposób poprzez związek Wiktora i Emilii, a po wielu latach zostaje rozwiązana zagadka tragicznego wydarzenia.

Ta książka jest po prostu niesamowita. Mroczna, tajemnicza, zaskakująca. Na pewno nie należy do powieści łatwych, ale przy tym czyta się ją bardzo szybko i z zainteresowaniem. Wracając do jej niesamowitości. To historia, która dzieje się na przestrzeni kilku pokoleń. Widać, jak zmieniają się czasy, wartości. To także pokazanie inności, która dawniej, zwłaszcza na prowincjach, była wytykana palcami, przeklinana, uznawana za wcielenie zła. Z tym wiąże się również mrok tej powieści. Negatywna siła ciągle gdzieś się przewija. Nie zawsze jest widoczna gołym okiem. Po prostu, wyczuwa się ją. Tajemnicza śmierć jednego z bohaterów to również bardzo ciekawy, zaskakujący i ważny element tej powieści.

Przepowiadanie przyszłości, klątwy, stereotypy. Tego tutaj także nie zabrakło. Kiedy sprawdzają się wypowiedziane słowa, wszystko staje się bardziej przerażające. Ma się wrażenie, że nic nie da się już zrobić, zmienić. Przekleństwo, przed którym nie da się uchronić. Co za tym idzie, kiedy rodzi się Wiktor, który, jak się okazuje, choruje na albinizm, staje się obiektem drwin poprzez stereotypy. Przecież takie dziecko na pewno jest gorsze. Każde odstępstwo od przyjętych norm, nie jest wszak mile widziane. Nikt nie zastanawia się nad tym, że takie zachowanie wobec niego, może nie skończyć się dobrze. Człowiek "obdarzony" innością często musi się mierzyć z nieprzychylnie nastawionym otoczeniem, co z pewnością utrudnia mu normalne życie. Zaczyna zadawać sobie pytania. Dochodzi do takich, a nie innych wniosków.

"Dygot" to niełatwa powieść. Wymagająca. Poruszająca ważne tematy o inności, ale nie tylko. Nostalgiczna, mroczna i szokująca. Chociaż rzadko sięgam po tego typu powieści, ta już samym opisem na okładce bardzo mnie zaintrygowała, a kiedy zaczęłam lekturę, nie mogłam od niej odejść. Bardzo mi się spodobała i z chęcią niebawem rozpocznę "Ślady". Z kolei "Dygot" polecam osobom, które lubią niebanalne książki nienależące do łatwych i przyjemnych.



Merry


Książka wydana przez 


Na własnych nogach - Amy Purdy, Michelle Burford - recenzja

Książka przyciąga wzrok okładką, na której na tle gór pozuje piękna uśmiechnięta blondynka w niebieskiej kusej sukience. Szokują nogi, bo zamiast własnych ma dwie protezy, które wcale nie zabierają jej uroku, wręcz przeciwnie.Tak sięgnęłam po historię Amy Purdy. Kobiety, która w wieku 19 lat w wyniku ciężkiej choroby straciła obie nogi i musiała przejść przeszczep nerki.

Jest to książka o wielkiej sile woli, sile przetrwania i chęci czerpania z życia jak najwięcej. Amy pomimo tragedii nie załamała się, ba przełamywała ku zdziwieniu lekarzy, własne ograniczenia. Przed chorobą bardzo kochała snowboard, jednak po amputacji nóg powiedziano jej, że nie będzie mogła już jeździć na desce. Amy nie tylko wróciła do ukochanego sportu, ale i dzięki staraniom założonej przez siebie i przyjaciela fundacji, stworzono dyscyplinę paraolimpijską, w której wzięła udział (Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie w Soczi w 2014 r.) i wywalczyła brązowy medal. Będąc jedyną uczestniczką, która miała dwie protezy nóg!

Amy Purdy stała się profesjonalnym mówcą, w swoich prezentacjach przedstawia nie tylko swoją historię, ale i motywuje ludzi do nie poddawania się przeciwnością losu, ale i wzięcia życia w swoje ręce. Zagrała też w filmach i wzięła udział w  amerykańskiej wersji "Tańca z gwiazdami", z sukcesami. Jeździ po świecie, poznaje ludzi.

Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Amy łatwo wciąga nas w swój świat. Warte wspomnienia jest jakie wielkie wsparcie otrzymała od swojej rodziny, przyjaciół i znajomych. Myślę, że dla tej kobiety nie ma rzeczy niemożliwych. Ona po prostu spełnia swoje marzenia. Warto przeczytać książkę "Na własnych nogach" Amy Purdy.



MJ




Książka wydana przez




poniedziałek, 20 lutego 2017

Pryncypium - Melissa Darwood - recenzja

"Pryncypium", czyli niespodziewanie świetna książka (w moim przypadku ebook), która w minionym czasie pochłonęła mnie bez reszty.

Zoltan jest bezwzględnym przedsiębiorcą, który za nic ma innych. Wydaje się być człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć. Jednak to tylko pozory. Tak naprawdę jest on członkiem starożytnej organizacji, która strzeże praw Pryncypium i wiedzy o Nominach. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy pojawia się w nim Aniela. Zupełne przeciwieństwo Zoltana. Dziewczyna młoda, ale już ze sporym bagażem życiowych doświadczeń. Ciężko pracuje i jednocześnie studiuje, aby pomóc swojej rodzinie. Dzieli ich dosłownie wszystko, a jednak los postanowił w jakiś sposób ich połączyć...

Naprawdę, kiedy sięgałam po tego ebooka, nie spodziewałam się, że będzie to tak wciągająca i wspaniała historia. Mam słabość do powieści, w których występują ci na pozór źli mężczyźni, przepełnieni pewnością siebie, wręcz arogancją, a w głębi duszy to dobrzy ludzie. Są w stanie darzyć niebywałym uczuciem i przejść metamorfozę pod wpływem drugiej osoby, która pokazuje im, czym jest prawdziwa miłość. Po prostu uwielbiam tego typu historie. Zawsze chwytają mnie za serce. Tak było i tym razem. Zoltan stał się kolejnym bohaterem literackim, którego darzę ogromną sympatią. Anieli też należy się miejsce wśród moich ulubionych bohaterek. Podejrzewałam, że będzie trochę taką przysłowiową szarą myszką, ale nie. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Ogromny plus dla autorki za główne postacie "Pryncypium".

Sama fabuła również zasługuje na pochwałę. Było to dla mnie coś nowego, świeżego. Lubię książki, w których współczesność łączy się z nutą fantazji, czegoś niesamowitego, niespotykanego, nadprzyrodzonego. Tutaj mamy do czynienia z przeznaczeniem imion. Możecie się przekonać o tym, jaką posiadają moc. Jednak nie tylko Nomina odgrywają znaczącą rolę w naszym życiu. Ważna jest również harmonia pomiędzy nimi, a Lokum i Ipsum. Uważam, że pomysł autorki na tę książkę jest naprawdę świetny i moim zdaniem został bardzo dobrze zrealizowany.

Ta historia pokazuje, że tak naprawdę nie ma znaczenia, jak bardzo się różnimy. To właśnie przeciwieństwa najbardziej się przyciągają i tworzą najciekawsze duety. Liczy się przede wszystkim kierowana przeznaczeniem miłość, która pokonuje wszelkie niedogodności i przeciwieństwa.

Wyjątkowo miło spędziłam czas z "Pryncypium". Wciągająca, ciekawa lektura. Konkretni bohaterowie. Sporo akcji. Intrygująca fabuła. Czego chcieć więcej? Być może jedynie kontynuacji. Gorąco polecam zwłaszcza tym czytelnikom, którzy tak jak ja, uwielbiają tego typu historie miłosne. Moim zdaniem "Pryncypium" spodoba się także osobom, które poszukują niezbyt obszernej, ale wciągającej lektury, którą czyta się lekko i przyjemnie.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Genius Creations

piątek, 17 lutego 2017

Słowik - Kristin Hannah - recenzja

"Słowik" to genialna powieść autorstwa Kristin Hannah. Autorka jest wielokrotnie nagradzaną i bestsellerową pisarką, która zdobyła wiele nagród, m.in. Złotego Serca, Maggie, i nagroda 1996 National Reader's Choice. Na swoim koncie ma wiele książek, jednak dopiero ta książka zwróciła ogromną uwagę czytelników.

Jest to powieść historyczna opowiadająca o życiu podczas II wojny światowej. Na początku, sam motyw wojny może zniechęcić do przeczytania, lecz po pierwszym, krótkim rozdziale okazuje się być intrygującą opowieścią.

Bohaterkami "Słowika" są dwie, zupełnie różniące się od siebie siostry. Starsza, Vianne, to spokojna osoba z uporządkowanym życiem. Ma męża i małą córeczkę, których kocha ponad życie. Nie dopuszcza do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby popsuć jej szczęście. Młodsza z sióstr, Isabelle, jest zbuntowaną, młodą kobietą, która czuje się całkowicie odrzucona przez swoją rodzinę. Gdy wybucha wojna, impulsywna bohaterka przyłącza się do ruchu oporu, próbując jakoś przyczynić się do odzyskania niepodległości kraju. Niestety te działania, ściągają na jej rodzinę śmiertelne niebezpieczeństwo.

Podczas wojny każda z sióstr musi poradzić sobie z nowymi niebezpieczeństwami. Vianne, opuszczona przez zmobilizowanego do wojska męża musi przyjąć do swego domu wroga. Postanawia także pomóc żydowskim dzieciom, lecz zbytnio nie angażować się w dalsze działania. Isabelle natomiast, wraz ze swoim ruchem oporu stwarza siatkę przerzutów brytyjskich lotników, którzy zostali zestrzeleni w wojnie powietrznej na pomoc Francji. Obie siostry przeżywają wewnętrzną metamorfozę i odkrywają nieznane dotąd cechy charakteru.

Powieść inspirowana jest życiorysem bojowniczki ruchu oporu, Andrée de Jongh. Autorka zawarła w tej książce wszystkie informacje o codziennym życiu kobiet podczas wojny. Przedstawiła trud zdobywania pożywienia oraz ciągły strach o swoich najbliższych.

Często te kobiety musiały wykazać niezwykłą odwagę aby przejść na drugą stronę ulicy lub wyjrzeć przez okno. Dużo pozycji literackich skupia się na walkach na froncie oraz okrutnym życiu w obozach. Kristin Hannah kieruje naszą uwagę w kierunku matek, żon i dzieci, których czyny nie zawsze są doceniane. Ciekawe w tej książce jest przeplatanie opowieści o Vianne i Isabelle z opowieścią jednej z sióstr wiele lat po wojnie. Tożsamość tej siostry do końca książki jest ukrywana i wbrew wszelkim domysłom zostaje ujawniona. Jest to ciekawy zabieg, dzięki któremu powieść zostaje urozmaicona. Powieść zawiera także wiele sentencji, dających do myślenia.

Książka skradła moje serce i osobiście nie mogę się doczekać ekranizacji. Pokazała mi wojnę z zupełnie innej strony w oryginalnym wydaniu. Jeszcze nigdy tak szybko nie przeczytałam tak grubej i wartościowej książki w parę dni. Osobiście zachęcam wszystkich do zapoznania się z tą wyśmienitą lekturą. Urozmaica nasze wiadomości na temat wojny i pozwala lepiej zrozumieć jej istotę, czym tak naprawdę była. Szczególną zachętę kieruje do osób, które tak jak ja, są znudzone tym tematem. Dzięki Hannah ożywiło się moje zainteresowanie tym tematem.

"Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy"


Agnieszka, lat 16


Książa wydana przez Wydawnictwo Świat Książki


czwartek, 16 lutego 2017

Muza - Jessie Burton - recenzja

Miałam już przyjemność zapoznać się z twórczością Jessie Burton. Bardzo podobała mi się "Miniaturzystka". Teraz nadszedł czas na najnowszą powieść, czyli "Muzę", która moim zdaniem jest genialna.

Czego dotyczy? To historia tajemniczego obrazu, który został namalowany przez słynnego hiszpańskiego malarza w latach 30. XX wieku, a zaginął w czasie II wojny światowej. W 1967 roku dzieło trafia do renomowanej londyńskiej galerii, czym wzbudza niemałe poruszenie wśród marszandów. Przez przypadek stenotypistka (Odelle Bastien) wpada na trop bardzo intrygującej zagadki sprzed trzydziestu lat. Jeszcze nie wie, że jest bliska odkrycia sekretu, którego ujawnienie wywołałoby wielką burzę w świecie sztuki..

Ostatnio przychodzi mi z trudem znalezienie takiej książki, od której nie mogłabym się oderwać i która byłaby tak dobra, że zepchnęłaby moje obowiązki na dalszy plan. Tym razem udało się. "Muza" pochłonęła mnie bez reszty, a zeszły wieczór uznaję za jeden z najlepszych pod względem spędzania czasu z lekturą. Uwielbiam wciągające, intrygujące historie, które z każdą stroną odkrywają coraz więcej. Taka właśnie jest najnowsza powieść Jessie Burton. Daję jej ogromnego plusa.

Bohaterowie również są bardzo ciekawi. Każdy z nich jest inny, każdy z nich jest wyjątkowy, ale los niesamowicie potrafi ich połączyć za sprawą jednego obrazu i to nawet na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Zdecydowaną faworytką wśród postaci jest dla mnie Teresa. Ta postać jest najciekawsza i najbardziej tajemnicza. Oczywiście, pozostali również są warci uwagi. Olivia ze swoim niebywałym talentem malarskim. Izaak, o którym nie można powiedzieć, żeby był nudny. Jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów tej powieści. Odelle także da się polubić. Poza tym to właśnie dzięki niej możemy poznać tę fantastyczną historię.

Ponadto jest to piękne przedstawienie emocji związanych ze sztuką i nie tylko z nią. Widać tutaj złość, miłość, przyjaźń, nienawiść. Wyczuwa się wszechobecną atmosferę jakiegoś tajemniczego wydarzenia, które niewątpliwie rzutuje na teraźniejszość. To powieść, która ukazuje potęgę ludzkiego umysłu jako narzędzia do tworzenia wspaniałych wizualizacji własnej wyobraźni.

Fabuła "Muzy" jest bardzo dobrze przemyślana, co zasługuje na kolejny plus. Uwielbiam książki, które potrafią zaciekawić już od pierwszych stron. Ta zdecydowanie do takich należy. Ponadto jest napisana w bardzo przystępny sposób. Czyta się ją szybko za sprawą niesamowitej historii, jaką przedstawia, a także stylu autorki, który z pewnością będzie odpowiadał wielu czytelnikom.

Najnowsza powieść Jessie Burton to wspaniała lektura, która wciąga bez reszty. To opowieść o tajemnicach, intrygach i strzeżeniu prawdy. Do tego jest to duży zastrzyk emocji. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak, jak i mnie. "Muza" Jessie Burton trafia na moją półkę jako kolejna ulubiona powieść. Gorąco polecam ją wszystkim tym, którym spodobała się "Miniaturzystka". Warto, aby sięgnęły po nią te osoby, które gustują w historiach ze sztuką w tle, a także wszyscy ci, którzy chcieliby przeczytać niesłychanie wciągającą, pełną sekretów książkę, która na pewno nie pozostanie Wam obojętna.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo Literackie

środa, 15 lutego 2017

Bramy Światłości. Tom I - Maja Lidia Kossakowska - recenzja

Uwielbiam cykl „Zastępów Anielskich” autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej. Kiedy przeczytałam „Siewcę Wiatru”, byłam zachwycona i nie mogłam dopuścić, by pozostałe tomy mnie ominęły. Po dłuższej przerwie wracają moi ulubieni niebiańscy (i nie tylko) bohaterowie, dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po pierwszy tom „Bram Światłości”.
„Pan odszedł i serce świata przestało bić. Królestwo, oparte na solidnej podstawie niebiańskiej hierarchii musi trwać.”
Anioł Zagłady, czyli Daimon Frey, odzyskuje szacunek, choć nadal nie jest darzony zbytnią sympatią. Tym razem zostaje wyznaczony na przywódcę wyprawy, której celem jest sprawdzenie, czy rzeczywiście w Sferach Poza Czasem przebywa Pan, czy też jest to pułapka złych mocy. Sensacyjną wiadomość o rzekomej obecności Boga przynosi Panu Tajemnic Sereda. To Świetlista, która podróżuje, odkrywa nowe miejsca, a także sporządza mapy. Na skrzydlatych czekają wszelakie niebezpieczeństwa w trakcie misji…

Co tu dużo pisać. Bardzo przyjemnie było wrócić do jednych z moich ulubionych bohaterów zwłaszcza, że są nietypowi. Anioły tak bardzo zbliżone do ludzi. To nie miłe, uprzejme i wspaniałe boskie stworzenia. Często przeklinają, złoszczą się, są bardziej ludzcy niż gdziekolwiek indziej. Mają także nietuzinkowe poczucie humoru. Szczególnie spodobał mi się jeden fragment:

„Ucztując tutaj, Frey czuł się tak, jakby został połknięty przez Lewiatana, który nażarł się rzeźb, klejnotów i bardzo brzydkich mebli.”
I właśnie za to tak lubię ten cykl. Za nietypowość. Za humor. I wiele innych.

Do tego nie można zapominać o genialnej strukturze samego Nieba, Piekła, Limbo. To wszystko jest tak niesamowite, że po prostu trzeba przeczytać tę, jak i pozostałe tomy cyklu. Autorka przez cały czas pobudza naszą wyobraźnię, przez co nie sposób oderwać się od lektury. Dodatkowo książka napisana jest takim stylem, że czyta się ją ekspresowo, co według mnie również należy uznać za kolejną zaletę tej powieści.

Co do samych „Bram Światłości” trudno mi napisać, czy podobają mi się bardziej niż „Siewca wiatru”, czy na równi, ale z pewnością jest to książka, która zdecydowanie w większym stopniu przypadła mi do gustu, niż „Zbieracz Burz”. Oczywiście, nie mogę się doczekać następnego tomu. Tym bardziej, że zakończenie tego jest takie, a nie inne.

Ten tom „Zastępów Anielskich”, jak i wszystkie poprzednie części, gorąco polecam fanom fantastyki, zwłaszcza tym, którzy poszukują czegoś dość oryginalnego, może lekko kontrowersyjnego. Jest to też obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy poprzednie książki cyklu mają już za sobą.


Merry


Książka wydana przez