Książka i możliwość czytania to jeden z największych cudów naszej cywilizacji - Maria Dąbrowska

środa, 24 sierpnia 2016

Dosięgnąć gwiazd - Susan Mallery - recenzja

Ostatnio często dopada mnie kryzys czytelniczy. Po pięćdziesięciu stronach mam już dość, nad czym bardzo ubolewam, bo na półkach stoi mnóstwo wspaniałych tytułów, które tylko czekają, aby po nie sięgnąć. Na szczęście kilka dni temu wpadła w moje ręce powieść Susan Mallery "Dosięgnąć gwiazd", dzięki której skończyła się zła czytelnicza passa.

Nina Wentworth poświęciła wiele lat swojego życia, aby utrzymać na wodzy sprawy rodzinne. Wszystko za sprawą matki, która jest wielkim lekkoduchem i nie za bardzo przejmuje się tym, co się wokół niej dzieje. Kobieta nie zna pojęcia odpowiedzialność. Nie zna pojęcia konsekwencja. Wszystko pozostaje zatem na głowie trzydziestoletniej Niny. Czy jednak codzienność dziewczyny, polegająca na poprawie błędów matki, jest tym, o czym zawsze marzyła? Pewnego dnia na jej drodze pojawia się dwóch przystojnych mężczyzn, którzy mogą przyczynić się do wielkich zmian w życiu Niny...

Ta książka uświadomiła mi jedno, a mianowicie to, że los naprawdę może odmienić naszą codzienność w każdej chwili. Zwłaszcza w tej, w której najmniej się tego spodziewamy. Może nam postawić na drodze ludzi, dzięki którym nagle zrozumiemy, że czasami trzeba spojrzeć na siebie i tylko na siebie, na własne pragnienia, marzenia, na własne JA. Innym razem jedna podjęta przez nas decyzja może w przyszłości zaowocować spełnieniem największych pragnień, które dotąd były nieosiągalne. O tym przekonała się również nasza główna bohaterka.

Warto też zwrócić uwagę na młodsze rodzeństwo Niny, które stanowi Averil. Dziewczyna skorzystała z pomocy starszej siostry, dzięki której mogła ukończyć studia. Jej życie wydaje się poukładane. Ma pracę, dom i kochającego męża. Czego chcieć więcej? Jednak ona wciąż czuje, że czegoś jej brak. Nie może odnaleźć samej siebie, dlatego postanawia odwiedzić swoją rodzinną wyspę. Tam stara się dojść do porozumienia z samą sobą. Rozwiązać problem, który wciąż w niej tkwi. Pomimo tego, że siostry długo za sobą tęskniły, wciąż dochodzi między nimi do kłótni. Jednak w ich sprzeczkach można zauważyć pewną, powiedzmy, równowagę. Averil patrzy głównie na siebie i swoje problemy. Nina swoje plany i marzenia odkłada gdzieś na bok i zajmuje się pomaganiem innym. I jedna i druga czują, że coś jest nie tak. Dzięki ich zachowaniu i postrzeganiu świata dochodzi się do wniosku, że nie można być całe życie egoistą, a z drugiej strony nie należy popadać w skrajność i całego siebie poświęcać dla dobra innych, bo nie wystarczy nam czasu na spełnianie własnych pragnień. We wszystkim trzeba zachować umiar.

Oczywiście, nie należy w przypadku tej powieści pominąć wyraźnego wątku miłosnego, który odgrywa znaczącą rolę. Nagle w życiu Niny pojawia się dwóch mężczyzn. Kyle - przystojny, pewny siebie, pełen energii pilot wojskowy i Dylan - jej pierwsza i największa miłość, którą utraciła wiele lat temu. Na początku sytuacja wydaje się być prosta. Romans bez zobowiązań i czysta przyjaźń. Sprawy jednak przybierają nieco innego obrotu. Ninie pozostaje zadecydować, którą drogę wybrać. Wszak podobno stara miłość nie rdzewieje... Swoją drogą to też ciekawe, że osoby, które kiedyś były dla nas kimś ważnym, z jakiegoś powodu znikają, a później pojawiają się ponownie w naszym życiu... Wszystko ma czemuś służyć. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny...

Cóż można powiedzieć o matce Niny oraz Averil? Zdecydowanie nie przepadam za tą kobietą. Nie do końca przemawiają do mnie ludzie, którzy już dawno powinni zachowywać się odpowiedzialnie i racjonalnie, a wciąż mają w sobie więcej z dziecka niż z dorosłego. Poza tym osoby dojrzałe nie powinny być tak bezmyślne i nie powinny udawać, że w życiu za nic nie ponosi się konsekwencji. Dlatego postępowanie tej bohaterki oceniam na zdecydowane NIE.

"Dosięgnąć gwiazd" to bardzo przyjemna i lekka lektura. Idealna na letnie dni. Zapewnia doskonałą rozrywkę, a przy okazji daje coś nie coś do myślenia. Czyta się ją błyskawicznie. Polecam zwłaszcza czytelniczkom gustującym w obyczajówkach i historiach miłosnych.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo


sobota, 20 sierpnia 2016

Szeptucha - Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

"Szeptucha" trafiła do mnie niedawno. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Pomyślałam, że będzie to coś nowego. Coś, z czym do tej pory nie spotkałam się w literaturze. Teraz, po jej przeczytaniu, mogę powiedzieć, że się nie myliłam.

Mamy XXI wiek, ale różni się on od tego, w którym żyjemy. Polska nadal jest rządzona przez dynastię Piastów, a Mieszko I nigdy nie przyjął chrztu. Gosia właśnie ukończyła studia medyczne. Wyjeżdża na wieś, aby odbyć obowiązkową praktykę u szeptuchy. Nie uśmiecha się jej leczenie za pomocą magicznych sposobów i obcowanie z przyrodą. Wszak wokół roi się mnóstwo owadów, które mogą przenosić różne choroby. Sprawy nie ułatwia fakt, że dziewczyna jest wyjątkowo nowoczesna. Nie wierzy w słowiańskie bóstwa, obrzędy i moc. Ciężko jej uwierzyć, aby niektóre metody czy zaklęcia byłyby w stanie komukolwiek pomóc. Do tego wszystkiego jest samotna. Pewnego dnia poznaje ucznia lokalnego wróża, który robi na niej niemałe wrażenie. Czy jednak jest tym, za kogo się podaje?

Gdyby nie różne obowiązki, które ograniczają mój czas na czytanie, pochłonęłabym "Szeptuchę" jednym tchem. Jest to wspaniała powieść, w której nadprzyrodzone moce przeplatają się ze światem rzeczywistym. Z jednej strony mamy XXI wiek, taki, jak teraz. Rozwiniętą cywilizację i technologię. Z drugiej zamiast prezydenta jest król, a zamiast chrześcijaństwa wiara w wielu bogów. Wprowadzenie słowiańskich bóstw w realny świat jest dla mnie naprawdę genialnym pomysłem. To coś nowego, z czym wcześniej się nie spotkałam.

Oprócz nich spotykamy także wiele nierzeczywistych stworzeń ze staropolskich wierzeń. Mamy do czynienia z ubożętami, które są domowymi duchami. W lesie można spotkać leszego wraz z jego niedźwiedziem. Wchodząc do jeziora trzeba uważać na utopce, a we śnie może nas dopaść wąpierz. Poza tym pojawia się również motyw pewnej polskiej legendy, którego nie chcę zdradzić. Wplecenie go w taki sposób jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Coś wspaniałego. Właśnie dzięki temu oraz dzięki wszystkim postaciom, demonom, boginkom i tym podobnym, wręcz zakochałam się w tej książce, która jest dla mnie jedną z najbardziej magicznych powieści, jakie do tej pory czytałam.

Nie należy zapomnieć także o tym, że "Szeptucha" to książka pełna dobrego humoru. Gosia jest mistrzynią w poprawianiu nastroju. Dziewczyna często nie zdawała sobie sprawy z tego, że to, co robi, może być bardzo niebezpieczne. Kiedy wyobrażałam sobie reakcję jej przyjaciół, gdy opowiadała o swoich przygodach, ciężko było mi się nie roześmiać. W tej książce jest naprawdę mnóstwo zabawnych sytuacji, które z pewnością u każdego wywołają uśmiech na twarzy.

Oczywiście, nie zabrakło wątku miłosnego. Nie jest on jednak taki cukierkowy jak zazwyczaj. Pomimo tego, że łatwo domyślić się, kogo połączy uczucie, nie jest to typowe love story. Ciężko określić, co jest na rzeczy. Zwłaszcza, że jedna ze stron ma w tym wszystkim coś do ugrania. Ponadto zakończenie pozostawia nas z gigantycznym znakiem zapytania.

"Szeptucha" zapewniła mi świetną rozrywkę. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, bo po przeczytaniu zakończenia po prostu muszę wiedzieć, co będzie dalej. To jest kolejny plus tej książki. Finał, który zostawia nas z niewiadomą. Jak najbardziej polecam "Szeptuchę" wszystkim, którzy lubią nietypowe powieści z nutą fantastyki. Zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po nią ze względu na wątek słowiański, który dodaje tej książce "tego czegoś".


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo W.A.B.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Cukiernia w ogrodzie - Carole Matthews - recenzja

Literatura obyczajowa ma swoje plusy. Dzięki niej z pewnością możemy się zrelaksować, dlatego lubię czasami po nią sięgać. Jest to dla mnie świetna rozrywka. Jak było tym razem?

Trochę o fabule. Fay jest właścicielką cukierni w domowym ogrodzie. Jej życie opiera się na pracy i nieustannej opiece nad niewdzięczną matką. Poza tym od blisko dziesięciu lat jest związana z Anthonym, ale trudno powiedzieć, aby łączyło ich bajkowe uczucie. Któregoś dnia do brzegu dobija nowa łódź, a na jej pokładzie niesamowicie przystojny trzydziestolatek - Danny. Mężczyzna sprawia, że Fay zaczyna inaczej postrzegać swoje dotychczasowe życie. Niestety, los nie jest dla niej łaskawy. Przychodzi dzień, kiedy musi się pożegnać ze wszystkim, co do tej pory było jej bliskie. Kobieta musi podjąć bardzo ważną decyzję...

"Cukiernia w ogrodzie" jest książką, która mnie zaskoczyła. Myślałam, że trafiłam na powieść, która będzie dla mnie stanowić jedynie rozrywkę i nic z niej nie wyniosę. Myliłam się. Podczas lektury nie jeden raz nachodziła mnie refleksja nad ludzkim zachowaniem. W tym momencie należy wspomnieć o głównej bohaterce. Fay całe swoje życie poświęciła matce, która nigdy nie okazała jej cienia wdzięczności, a wręcz przeciwnie. Kobieta nigdy jednak nie poddała się. Mało tego, często doświadczała poczucia winy, gdy choć przez chwilę chciała zająć się swoimi sprawami. Nic dziwnego, skoro matka opanowała do perfekcji wpędzanie jej w ten stan. Często w realnym świecie spotyka się tego typu relacje, kiedy jeden człowiek manipuluje drugim poprzez obarczanie go winą. Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego ci potencjalnie słabsi ludzie tak łatwo im ulegają i sami przed sobą tłumaczą. Czy wynika to z ludzkiej naiwności? Czy z dobroci serca człowiek nie potrafi się komuś postawić? Czytając "Cukiernię w ogrodzie" będziecie mieli okazję się nad tym zastanowić.

Poza tym powieść Carole Matthews wywołała u mnie naprawdę silne emocje. Uwielbiam książki, które potrafią tak na mnie działać. Moje odczucia w trakcie lektury zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz bardzo współczułam głównej bohaterce i dzieliłam wraz z nią smutek. Innym razem denerwowała mnie swoim zachowaniem, kiedy aż chciało mi się krzyczeć, żeby wreszcie pomyślała o sobie. Wpadałam w złość, kiedy tylko pojawiały się fragmenty, w których matka Fay pokazywała swoje prawdziwe "ja". Swoją drogą zawsze daję szansę nawet tym negatywnym bohaterom i często jakiś przejaw dobroci jest w nich widoczny. Tutaj do samego końca Miranda nie zyskała nawet cienia mojej sympatii. Były też fragmenty, kiedy cieszyłam się, że wreszcie wszystko wychodzi na prostą, ale za moment nie mogłam uwierzyć, że los w tak okrutny sposób bawi się bohaterką. Wywoływanie tak różnych emocji jest niewątpliwie zaletą tej książki. Dzięki temu czytelnik nie może się nudzić.

Ta powieść uświadomiła mi bardzo istotną rzecz. W życiu warto być dobrym człowiekiem dla innych, ale nie powinno zapominać się o sobie. Czasami trzeba pomyśleć o własnym szczęściu i skupić się na nim. Nie należy jednak popadać w skrajność. Bycie egoistą nigdy nie wyjdzie na dobre i prędzej czy później odwróci się przeciwko nam. Takie wnioski wyciągnęłam po przeczytaniu "Cukierni w ogrodzie".

Historia niesie ze sobą jeszcze więcej. Oczywiście, nie zabrakło tutaj wątku miłosnego, który chociaż jest przewidywalny od samego początku (w zasadzie już po przeczytaniu opisu na okładce), nie jest banalny i całkowicie sielankowy. To również atut tej powieści. I tutaj można wyciągnąć ciekawy wniosek. Prawda jest taka, że prawdziwa miłość nie zna przeszkód. Nie da się przed nią uciec, schować, zapomnieć. Ona zawsze wraca. Nie ma na nią rady. Jest silniejsza od czegokolwiek. To najsilniejsze uczucie, jakiego doświadczają ludzie. Potrafi zwyciężyć wszystko, nawet największą nienawiść.

Ponadto jest to powieść, która idealnie odzwierciedla powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Nie zawsze jest tak, że to najbliższa rodzina stanie za nami murem. Często to właśnie obcy ludzie są bardziej życzliwi i pomocni. Właśnie dla takich osób warto żyć i takim ludziom ofiarować swoje zaufanie i szacunek. Przekonała się o tym Fay, gdy całe jej życie legło w gruzach. Wtedy wyszło na jaw, kto jest jej prawdziwym przyjacielem.

"Cukiernię w ogrodzie" polecam wszystkim czytelnikom, którzy szukają ciekawej lektury. Z pewnością bardziej spodoba się paniom, chociaż może i panowie znajdą tutaj coś dla siebie. Myślę, że jeszcze sięgnę po twórczość autorki, ponieważ ta książka bardzo mi się spodobała. Natomiast Was, drodzy czytelnicy, zachęcam do zapoznania się z konkretnie tym tytułem. To naprawdę niesamowita powieść, która wywołuje mnóstwo emocji i pokazuje, że nie warto być egoistą, ale z pewnością należy od czasu do czasu pomyśleć o sobie, jeżeli całe swoje dotychczasowe życie poświęciliśmy innym.


Merry


Książka wydana przez Wydawnictwo


sobota, 13 sierpnia 2016

Dziewczyny wyklęte 2 - Szymon Nowak - recenzja

Książka Szymona Nowaka "Dziewczyny wyklęte 2" to hołd złożony polskim bohaterkom, które najlepsze lata swojego życia poświęciły walce za ojczyznę. Jest to druga część z tego cyklu i jednocześnie kolejny zbiór szesnastu opowieści o dramatycznych losach dziewczyn, które przeżyły wojnę, ale zamiast cieszyć się życiem w wolnym kraju, musiały dalej mierzyć się z przeciwnościami losu.

Kobiety mimo wszystko starały się powrócić do normalnego życia, często same musiały zapewnić byt rodzinie i wychować dzieci, których ojcowie zostali zabici przez Niemców lub zakatowani w ubeckich więzieniach. W powojennych losach bohaterek przewijają się wspomnienia związane z torturami, wymuszeniami zeznań oraz sfingowanymi procesami. 

Opowieści są przejmujące i dramatyczne, książka wzbogacona została o zdjęcia osób, których losy są przedstawiane oraz zdjęcia autentycznych dokumentów bezpośrednio związanych ze sprawą polskiego podziemia. Szczególnie zdjęcia dziewczyn i ich bliskich sprawiają, że nie prześlizgujemy się po kartkach opisanych historii, ale zatrzymujemy się na dłużej przyglądając się bohaterkom, nawiązując tym samym głębszą więź z nimi. Dziewczyny wyklęte ryzykując wielokrotnie swoim życiem, dla dobra ojczyzny, nie spotkały się z wdzięcznością z jej strony, ponieważ w perspektywie lat powojennych ich walka nie była zwycięska. Ojczyzna nie odzyskała niepodległości, a one stały się wrogiem narzuconego z zewnątrz ustroju. Jednak po wielu latach  prawda zwycięża, ich poświęcenie nie poszło na marne, ziarno wolności zasiane przed laty wreszcie kiełkuje. Naród odzyskuje świadomość, a wolna ojczyzna docenia poświęcenie swoich córek.

Jeśli chcesz poznać prawdziwe historie i dramaty z czasów  wojny i lat komunistycznej okupacji, zapraszam do przeczytania tej książki.


Ola, lat 17


Książa wydana przez Wydawnictwo


środa, 10 sierpnia 2016

Magonia - Maria Dahvana Headley - recenzja

"Magonia" była kolejną książką, którą wybrałam jako jedno z wyzwań BookAThonu. Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawa historia, która niesamowicie mnie wciągnęła. Zdecydowanie było to dla mnie coś nowego.

Aza Ray Boyle cierpi na bardzo tajemniczą chorobę. Jest jedynym przypadkiem takiej anomalii na świecie. Nikt nie wie, jak jej pomóc. W każdej chwili jej życie może się skończyć. Dziewczyna jakby topi się w powietrzu. Ma problemy z mówieniem i oddychaniem. Pewnego dnia zauważa na niebie statek. Słyszy, jak ktoś ją z niego wzywa. Wszyscy zgodnie twierdzą, że jest to efekt zażywania leków. Tylko jedna osoba stara się wyjaśnić tę dziwną sytuację. Przyjaciel Azy, Jason. Między nastolatkami zaczyna rodzić się uczucie, jednak niefortunny los postanawia ich rozdzielić. Dziewczyna odchodzi z naszego świata, ale nie jest to koniec jej życia...


Kiedy zaczynałam przygodę z "Magonią", nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nie sądziłam, że będzie to historia tak bardzo fantastyczna. Z jednej strony rzeczywistość, jaką znamy. Z drugiej świat tak nierealny, że trudno jest go sobie nawet wyobrazić. Byłam naprawdę zaszokowana pomysłem autorki. Zaskoczyła mnie wizją Magonii. To miejsce, które kojarzy mi się z krainą snu. Istoty, które je zamieszkują są naprawdę fantastyczne i wyjątkowe. Tylko ktoś o ogromnie rozbudowanej wyobraźni mógł stworzyć coś równie niesamowitego. Za to należy się autorce wielki plus.

Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie również przejście Azy ze świata ludzi do Magonii. Prawdę powiedziawszy wszystko, co działo się od momentu pojawienia się na niebie statku, było zaskakujące i tajemnicze. Z pewnością równie zdumieni musieli być lekarze, którzy w tym czasie po raz kolejny przyjmowali Azę na szpitalnym oddziale. To, co odkryli w jej ciele, na pewno nimi wstrząsnęło. Wykraczało to bowiem poza wszelkie ramy normalności i praw przyrody, jakie panują na świecie.

Warto zauważyć także motyw przyjaźni. Relacji pomiędzy Azą i Jasonem można tylko pozazdrościć. Chłopak był w stanie wiele dla niej zrobić. Pomimo tego, że dziewczyna różniła się znacząco od rówieśników, nigdy jej nie zostawił. Ona z kolei darzyła go wielką sympatią i zaufaniem. Jason nie wyśmiał jej nadzwyczajnego widzenia. Starał się wyjaśnić owe zjawisko. Był przy niej do samego "końca", a mimo tego, że dziewczyna "umarła", miał przeczucie, że ona jednak gdzieś jest. Że nie odeszła. Postanowił ją odnaleźć. Myślę, że każdy człowiek chciałby spotkać w swoim życiu takiego oddanego przyjaciela.

O samym czytaniu książki mogę powiedzieć, że była to wspaniała rozrywka. Nie znudził mnie żaden fragment. Wręcz przeciwnie. Tutaj nie ma nieciekawych fragmentów. Autorka sprawiła, że z każdą kolejną stroną chce się pozyskać coraz więcej informacji. Poza tym akcja nie zwalnia. Dzieje się naprawdę wiele. Uważam, że to ogromna zaleta książki.

Moim zdaniem "Magonia" spodoba się czytelnikom, którzy lubią lżejszą fantastykę. To również świetna lektura dla młodzieży. Z pewnością przypadnie do gustu także tym, którzy szukają czegoś niestandardowego. Polecam.


Merry



Książka wydana przez Wydawnictwo Galeria Książki

wtorek, 9 sierpnia 2016

Ślub - Nicholas Sparks - recenzja

Nicholas Sparks – amerykański pisarz urodzony 31 grudnia 1965 r. Jego książki wzruszają, zaskakują, wywołują zazdrość i dodają nadziei kobietom na spotkanie prawdziwej miłości.

„Ślub” to miłosna opowieść, o małżeństwie, które ma za sobą trzydziestoletni staż. Czy miłość dwójki bohaterów nie zamieniła się przypadkiem w rutynę? Czy czują do siebie to co czuli, trzy dekady temu? Nicholas przedstawia nam Wilsona Lewisa zięcia Allie i Noaha Calhounów, bohaterów „Pamiętnika”. Wilson zauważył, że to co łączy go z Jane, to już nie to samo co kiedyś. Zdaje sobie sprawę, że to on jest głównie odpowiedzialny za to co się stało w jego związku. Postanawia wziąć sprawy we własne ręce i naprawić to co zepsuł. Rozmowy z Noahem bardzo mu pomagają, tak jak by ukazywały mu drogę, którą powinni iść. Czy trzydziesta rocznica ich ślubu, który nie był taki jak wymarzyła sobie Jane, przywróci namiętność i miłość? Nieoczekiwanie córka Anna planuje ślub w dniu ich rocznicy. Wydawało by się, że nic w tym dziwnego, ale uwierzcie ta książka was zaskoczy i to nieraz. 


Nicholas Sparks przedstawił metamorfozę mężczyzny z pracoholika, nieczułego, nieinteresującego się domem i rodziną prawnika - na romantycznego i zaskakującego, kochającego męża i ojca.

Książka wciąga i wzrusza. Porusza tematy miłosne, ale też i społeczne. Daje nam do myślenia, że zastanawiamy się co my, na miejscu Wilsona byśmy zrobili. Sprawia, że czytając jeden rozdział jesteśmy zdenerwowani na Wilsona i mamy do niego pretensje, ale kiedy czytamy kolejny rozdział wzruszamy się, że mężczyzna tak walczy o miłość swojego życia. Walka o ukochaną była trudniejsza mając ją za żonę, niż kiedyś, kiedy zdobywał jej względy. Czy ślub córki pomoże mu w jego planie na miłość czy wręcz odwrotnie? Czy nawał zajęć i spraw do załatwienia przed całą ceremonią nie oddali jeszcze bardziej od siebie Wilsona i Jane? 


Pisarz chciał w tej książce pokazać, że znaleźć miłość swojego życia to jedno, ale trzeba ją przez ten cały czas pielęgnować i z dnia na dzień starać się coraz bardziej, żeby ta nasza druga połówka nigdy nie zwątpiła w miłość, która kiedyś nas połączyła.

Książkę tę powinny na pewno przeczytać żony z długim stażem małżeńskim. Wzbudzi w was na 100% zazdrość, ale warto zobaczyć jak mężczyzna walczy o kobietę swego życia. Z każdej sytuacji jest wyjście. Czasu się nie cofnie, ale można sprawić, że przyszłość będzie cudowna. Mężowie, wy też przeczytajcie tę książkę, może ona nasunie wam pomysły, co zrobić żeby wasze żony poczuły się kochane i piękne. Przeczytajcie, warto!


Ducky, lat 17


Książka wydana przez Wydawnictwo Albatros

niedziela, 7 sierpnia 2016

Piętno Midasa - Agnieszka Lingas- Łoniewska - recenzja

O tym, że uwielbiam książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, wie każdy, kto śledzi moje czytelnicze podboje. Po przeczytaniu kilkunastu powieści autorki jestem przekonana, że każda następna stanie się moją ulubioną. Tak było również w przypadku "Piętna Midasa". To kolejna książka, którą pochłonęłam jednym tchem i jestem nią zachwycona.

Jakub Rojalski zajmuje się fotografią. Pewnego dnia poznaje swoich sąsiadów. Anka, młoda magister farmacji, jest maltretowana przez swojego męża. Kobieta ma już dość poniżania i postanawia zmienić swoje życie. Okazuje się, że Jakub może jej w tym pomóc. Tymczasem podczas jednego z przyjęć weselnych fotograf poznaje Karolinę Linde. Kobieta jest szefową wydziału śledczego wrocławskiej policji. Jedna nierozwiązana sprawa nie daje jej spokoju. Śledztwo utknęło w martwym punkcie, a liczba ofiar słynnego Midasa wciąż wzrasta. Pomiędzy Jakubem a Karoliną zaczyna rodzić się uczucie. Chociaż wszystko zaczyna zmierzać w stronę szczęścia, młody fotograf czuje, że musi najpierw przyjdzie mu się zmierzyć z demonami, które mu towarzyszą...

Prędzej czy później sięgnęłabym po "Piętno Midasa" ze względu na moją ogromną sympatię do twórczości autorki, ale zdecydowałam się przeczytać ją na początku miesiąca w ramach BookAThonu. Bardzo się cieszę, że nie zawiodłam się i historia stworzona przez panią Agnieszkę po raz kolejny mnie zachwyciła. To powieść o dręczących demonach rzeczywistości, które często dopadają człowieka niekoniecznie z jego własnej winy. Przecież nasz start na tym świecie nie zależy od nas, ale w największej mierze od naszych rodziców i środowiska, w jakim się wychowujemy. Warto również zauważyć, że często poznani przez nas ludzie mają na nas ogromny wpływ. Zwłaszcza, gdy pojawiają się w szczególnych momentach naszego życia, kiedy jesteśmy podatni na wszelkie sugestie. Dlatego nie należy od razu skreślać kogoś, kto wydaje nam się być z marginesu społeczeństwa. Pozostaje jedynie poczekać, aż dana osoba dostrzeże własnymi oczami, co jest dobre, a co złe i wybierze odpowiednią ścieżkę dalszego życia. To już zależy wyłącznie od niej.

W powieściach autorki uwielbiam głównych bohaterów. Myślę, że nie ja jedna chętnie poznałabym ich na żywo. Zawsze chwyta mnie za serce przemiana zła w dobro zwłaszcza, gdy dzieje się to pod wpływem ogromnego uczucia. Ktoś mógłby powiedzieć, że takie rzeczy dzieją się tylko w książkach i w filmach, że nie może istnieć taka miłość. Że ludzie się nie zmieniają. To nieprawda. W końcu nie jest to książka science fiction. To historia, która daje nadzieję na to, że w życiu wszystko może się zdarzyć. Uświadamia nam, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Chociaż wydawałoby się, że nasze życie skazane jest na klęskę, nagle może pojawić się ktoś, kto je znacznie odmieni. Ktoś, kto sprawi, że zaczniemy widzieć wszystko w zupełnie innych barwach. Ktoś, dzięki komu będziemy wiedzieć, że od teraz zacznie się lepszy czas. Przykładem osoby, która mogłaby to potwierdzić, jest nasz główny bohater.

"Piętno Midasa" to niesamowita książka, która wciągnęła mnie bez reszty. Akcja dzieje się w zaskakującym tempie. Wywołała we mnie wiele różnych emocji. Od smutku i zwątpienia poprzez nadzieję do radości. Są takie fragmenty, że aż chce się zapłakać. Właśnie za to uwielbiam książki autorki. Za ogromne poruszenie jakie wywołują w trakcie lektury. Za każdym razem (tak też w przypadku "Piętna Midasa") po przeczytaniu powieści pani Agnieszki czuję się o wiele bardziej pozytywnie, jakby ktoś dodał mi energii. Chyba nie muszę dodawać, że zawsze poprawiają mi humor?

Oczywiście, jak najbardziej polecam tę, jak również inne powieści autorki. "Piętno Midasa" to wspaniała historia chłopaka, którego los wystawił na próbę, ale dał mu szansę na wyprostowanie swoich ścieżek. To również historia o uczuciach, które towarzyszą nam w życiu. O miłości, a także nienawiści. O pragnieniu bycia kochanym i o chęci zemsty. Jako ciekawostkę dodam, że autorka napisała dwa zakończenia. Przyznam Wam szczerze, że gdyby powstało tylko to drugie, w pierwszej chwili po przeczytaniu, miałabym ochotę podrzeć tę książkę na strzępy. Na szczęście jest wersja alternatywna, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Merry



Książka wydana przez Wydawnictwo